Valkiria Network - Artykuły > Historia > II Wojna Światowa > D-Day

http://www.valkiria.net/index.php?area=17&p=articles&id=5678


D-Day
Autor: Strogonov; Redakcja: Nasstar
 18-12-2004, 13:12
 Strogonov
 18892 x przeczytano

"D-Day"


D-Day – kolejna gra z serii "Co porabiali nasi dziadkowie 60 lat temu". Tym razem mamy do czynienia z wargame’em ze stajni MonteChristo opisującym lato we Francji Anno Domini 1944. Spolszczenie wykonał dobrze nam znany Techland.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po uruchomieniu gry, to przykuwające uwagę intro. Krótkie, acz treściwe połączenie archiwalnych filmów z czasów II WW, z podkładem z przemowy generała Eisenhowera.


"Dopiero na wojnie człowiek jest szczęśliwy"

Do rozegrania mamy trzy kampanie:
- Okres przygotowań do desantu
- Umacnianie przyczółków
- Wyzwalanie Francji

Każda z misji jest odzwierciedleniem prawdziwego starcia, które miało kiedyś miejsce na polach Normandii. Swoja karierę zaczynamy od krótkich rajdów spadochroniarzy na tyły wroga i zajmowaniu przez francuski ruch oporu strategicznych punktów (te misje pokochają fani angielskich seriali komediowych). Skończymy ją podczas dumnych rajdów amerykańskich gonów pancernych na dumnie broniące się resztki Wehrmachtu. Zadań jest dokładnie 9, mało, aczkolwiek ostatnie trzy zadania wymagają dość dużego nakładu czasu. Każde z zadań jest wyjątkowe, nie ma dwóch nawet podobnych do siebie starć do rozegrania.

Nie samym chlebem człowiek żyje...

... musi się jeszcze ubrać i uzbroić. Co do uzbrojenia, w grze jest go taka mnogość, że jest w czym wybierać. Zaczynając od piechoty: mamy karabiny Garland, Thopson, Lee Enfield, ciężką broń maszynową (w tym ukochany przez naszą piechotę MG 42... grrrr...), miotacze ognia (szkopy aż palą się do walki...), panzerfaust i bazuki oraz granatnik PIAT. Do tego należy dodać skutecznie oczyszczających drogę saperów z min pozostawionych przez Niemców oraz zwiadowców, których oczy są niezastąpione. No i jakbym mógł zapomnieć o snajperze, wszak nikt tak pięknie nie usuwa Niemców na dystans.


Jakbyśmy się obeszli bez pojazdów? Nijak, szczególnie w tej grze. Nie będę tutaj wymieniał typów, gdyż zajęłoby to zbyt wiele miejsca. Powiem tak: mamy do czynienia z każdym pojazdem kołowym i gąsienicowym, jaki uczestniczył w walkach na froncie zachodnim (do najbardziej smakowitych należą Sherman D-Day, Churchill Crocodile, no i oczywiście Tygrys Królewski). Do tego dochodzi artyleria mobilna, bądź holowana (kto umieścił tam to piekielna działo przeciwpancerne...).

Ale nie tak się umawialiśmy... czyli o tym, co mamy, a czego nie mamy

Skupmy się teraz na filozofii działania pojazdów. Każdy z nich posiada załogę, którą możemy dowolnie wybrać, spośród posiadanych żołnierzy. I tutaj zaczyna się zabawa: czym rożni się załoga posiadająca zwiadowcę, od nie posiadającej go? Niczym? Skądże znowu, ta pierwsza zauważy wroga wcześniej. Zależnie od dopasowanej przez nas ekipy, zmienia się szybkostrzelność, celność i zasięg obserwacji. Powiedzmy, że oddział piechoty, posiadający miotacz ognia, zostaje zaatakowany przez niemiecką Panterę. Normalnie nie ma szans... ale nie tutaj: żołnierze rozpalają czołg do czerwoności, wykurzając z niego załogę i sami jada dalej czołgiem. Każdy z naszych pojazdów pancernych, jak i niektórzy żołnierze, posiadają specjalne sposoby ataku: na gąsienicę i na działo. Nie muszę chyba tłumaczyć, o ile przyjemniejszy jest widok niemieckiego Tygrysa z uszkodzonym działem od analogicznego pojazdu, który spokojnie pruje nasze Shermany. W tym momencie należy wspomnieć o pojeździe naprawczym. Potrafi on zreperować każdą usterkę, każdego pojazdu... gdybym miał wybierać, czy wolę mieć w bitwie dodatkowy czołg, czy pojazd naprawczy, bez wahania wybrałbym ten drugi. Samotne czołgi są słabe, ze względu na małe pole widzenia. Jednak opatrzone odpowiednim oddziałem piechoty są, przy dobrym dowodzeniu, nie do zdarcia.


Żywot piechura. Każdy żołnierz jest dla nas na wagę złota. Po pierwsze dlatego, że posiłki są naprawdę rzadkie, po drugie... no, szanujemy życie żołnierzy, prawda? Żołnierz może być mięsem armatnim, dopóki sobie troszku nie postrzela. Każdy wojak zbiera doświadczenie, które procentuje wzrostem jego wartości bojowej. A żołnierz staje się prawdziwym żołnierzem, dopiero, kiedy dostaje pierwszą kulkę. I co wtedy? Ano mamy medyka, który szybko i sprawnie przywróci naszego wojaka do pełnego zdrowia. Głównym terenem działań piechoty są tereny miejskie, gdzie czołgi nie mogą wykazać się swoją manewrowością. Piechota może zająć każdy budynek, o ile nie jest on zniszczony albo nie jest już zajęty przez przeciwnika. Jej atutem jest... odporność na ataki. Pułapka z działa p-panc traci wszystkie swoje atuty, gdy naprzeciw niej wyjdzie oddział piechoty.

Kombinuj Jasiu, kombinuj... Jak widać mamy bardzo obszerny arsenał broni do wykorzystania. Cała sztuka tej wojny polega na tym, aby wiedzieć, czym dysponuje przeciwnik i rzucić na niego jednostki, które jemu ciężko uszkodzić, a które niszczą go z wielką łatwością. Miotacz ognia okaże się szczególnie przydatny, gdy wróg jest w jakimkolwiek zamkniętym pomieszczeniu, o ile nasza artyleria wpierw nie zrobi z przestrzeni zamkniętej - otwartej. Strzelcy spokojnie wypykają nieopatrznie poruszających się szkopów, a żołnierz z bazuką sprawi, że tygryski trzymać się będą od nas z daleka. Ciekawym udogodnieniem, wprowadzonym przez autorów gry, jest aktywna pauza. Daje nam nieocenione usługi w każdym momencie, w którym potrzebujemy szybko wydać masę rozkazów.


Niemcy atakują! Mimo, że nie umieją tego robić. AI mocno kuleje. Atakują nas zwykle tylko te jednostki, które nas zauważą, a reszta twardo stoi, jakby nic się nie działo. Wszelakie szturmy szkopskich czołgów są bezładne i właściwie niezorganizowane. Przez to czasami zwycięstwo przychodzi nam za łatwo. Innym razem, wróg jest na tyle silny lub programiści dali mu tak dobre pozycje, że zniszczenie go graniczy z cudem.

Oczami frontowca

Grafika w grze jest wprost obłędna. Krajobraz Normandii został wręcz idealnie dopracowany i na własnej skórze można się przekonać o słuszności określenia "ofensywa żywopłotów". Teren walk jest mocno urozmaicony, wzgórza są poprzecinane polnymi dróżkami, polami i oczywiście ŻYWOPŁOTAMI. Wzdłuż niektórych szlaków biegną słupy telefoniczne, gdy nasz pojazd na nie najedzie... przewracają się z trzaskiem. Rosnące przy drogach krzaki są szczelną barierą dla piechoty, dopóki pojazdy nie utorują jej drogi. Wzgórza ze stromymi zboczami są idealnymi miejscami do obrony, a ciche francuskie wioski wyglądają tak cicho i niewinnie... Tekstury na wszelkich elementach są bardzo dobrze dopracowane i trzeba mieć sokole oko, żeby móc się do czegokolwiek przyczepić. Pojedynczych żołnierzy można łatwo rozróżnić od siebie, każdy pojazd jest jedyny w swoim rodzaju. Są tu tylko dwa mankamenty:
1) Na pojazdach aliantów występuje zawsze taka sama sygnatura, niezależnie, czy są amerykańskie, czy brytyjskie.
2) Taka obłędna grafika wymaga naprawdę ambitnej maszyny.


A co tam powiadają na wojnie?

I tu piękno gry zaczyna się psuć. Muzyka jest ładna, acz nieznaczna, prawie niesłyszalna w zgiełku bitewnym. Tylko w menu bądź przy ładowaniu słyszymy oklepaną już melodię rodem z wielu innych podobnych gier. A sam zgiełk jest dość marny. Każdy filmik jest opatrzony autentyczna mową, a to generała Pattona, a to reszty z naczelnej zgrai. Głos lektora jest jednak pusty i beznamiętny. Słuchając go, nie czuje się powagi sytuacji, a ostatnie głoski pojedynczych elementów mowy są czasami ucinane i zaczyna się dalsza cześć. Odgłosy pola walki są ładne, dobrze dopracowane, do tego stopnia, że różne armaty strzelają z innym dźwiękiem. Głosy żołnierzy, to już zupełnie inna historia. Tak samo, jak lektor w filmiku, żołnierze są beznamiętni, jakby osoby podkładające głos nie czuły ducha wojny. Pewne zastrzeżenia mam również do faktu, iż i alianci, i szkopy umierają z takimi samymi okrzykami na ustach. I ostatnia rzecz, której się doczepię: delikatny, kobiecy głos informujący nas chociażby o tym, że nasze jednostki są atakowane, nie pasuje zupełnie do klimatu gry. Osobiście wolałbym na tym miejscy twardy, męski głos.

Gra grą, rzeczywistość rzeczywistością

Przyjrzyjmy się teraz, jak panowie ze stajni Monte Cristo wywiązali się z poprawności historycznej. Nie jest z tym wcale źle, jak to jest w przypadku wielu innych produkcji, powiem więcej, jest dobrze. Nie ma właściwie żadnej niezgodności z historią. Każda misja opatrzona jest wnikliwym opisem sytuacji na froncie. Dodatkiem do gry jest encyklopedia historii i militariów z czasów D-Day.

A teraz coś dla fanów dobrych angielskich seriali komediowych

Podczas jednej z misji przed D-Day będziemy pomagać członkowi ruchu oporu imieniem... Rene Artua. W kolejnej misji, podczas scenki początkowej, Pani imieniem Michelle rozpocznie omawianie planu od "Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać".

Słowo na koniec

D-Day jest jedną z nielicznych gier typu wargame, które przypadły mi do gustu. Cóż tu dużo mówić, mimo kilku nieznacznych wad jest to dobra pozycja dla graczy, którzy lubią pobawić się w wojnę, a gry typu Sudden Strike są dla nich zbyt trudne.

Michał Strempel




Wymagania:
Procesor 1.4 GHz, 512MB RAM, karta graficzna 64 MB (GeForce 3 lub lepsza), 1.6 GB HDD

Plusy:
- mnogość jednostek i ich zastosowania
- piękne krajobrazy
- poprawność historyczna
- D-Day sam w sobi-ruch oporu
- wsysa, jak markowy odkurzacz...
- czasami: wysoki poziom trudności

Minusy:
- AI
- Dźwięki
- Kilka mniejszych mankamentów, skutecznie psujących klimat
- Troszku za krótkie
- czasami: zbyt niski poziom trudności

Nasza ocena:
6,5 / 10


Redakcja: Nasstar

Komentarze:


 
12-12-2005, 14:36 |
za duze wymagania jak na moja szkapa



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.