Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Krótka historia o dojrzewaniu - opowiadanie
04-06-2009, 06:20 | 6884 x przeczytano | Brak Danych

Praca nadesłana na Konkurs Literacki – Zmierzch
Autor: Tomasz Drabarek
Nagroda: I miejsce
Uzasadnienie: Opowiadanie, które zdeklasowało całą konkurencję o co najmniej dwie długości. Sami zobaczcie dlaczego…
Wszystkie prace konkursowe zamieszczane są w oryginale – bez korekty i redakcji.


Krótka historia o dojrzewaniu

Mały plac zabaw gdzieś w podmiejskiej dzielnicy. Trzy huśtawki, niewielka piaskownica i trzepak, w tym okresie zupełnie bezużyteczny. Zimą dzieci wolą iść na sanki lub wyjeżdżają poza miasto w poszukiwaniu większych gór, aby zjeżdżać na nartach lub deskach. Ale nie on…
Chłopiec w wieku około piętnastu lat, szatyn, szczupły, wychudzony, siedział sam i wbijał nóż w pobliskie drzewo.
Ostatni raz, co teraz powiesz, sam jesteś krasnalem.
Słowa wypowiadane na wiatr, z ust coraz wyraźniej widać mgiełkę emocji, buzują hormony, bojowa postawa i zapał do walki. Konfrontacja jest nieunikniona. Tylko, czy ostatecznie zdoła przeciwstawić się większej grupie, bo przecież, co może poradzić nikły chłopiec, gdy pięcioro tęgich osiłków prześladuje go każdego dnia w szkole. Przypomina sobie te sytuacje, gdy kopią go po zadku, gdy dostaje plaskacza w twarz, to nie było miłe, no i te groźby, że jak komuś powie to będzie z nim źle.
Nóż zazębił się w konarze drzewa, dzieciak zapiera się próbując wyciągnąć ostrze, które wbiło się zbyt głęboko. Przeklina administrację osiedla, która posadziła tu te pniaki, klnie na swoje zbyt słabe muskuły, a przede wszystkim złorzeczy i wygraża swoim prześladowcą. Człowiek zawsze jest taki nikczemny, dlaczego ludzie są tacy, że silniejszy pomiata tym słabszym, świat został stworzony jakoś na opak, to niesprawiedliwe. Bunt jednostki przeciw systemowi, czy coś z tego wyjdzie, zastanawia się. Po chwili kiwa przecząco głową i spuszcza smutny wzrok w dół. Przez moment obserwuje jak śnieg nawiewany wiatrem pokrywa jego buty, z uczuciem niemocy i bezsilności, z pewną już apatią, odwraca się.
Kim jesteś?
Stojąca przed nim dziewczynka milczy, głęboko osadzone ciemne oczy wpatrują się nieprzerwanie w chłopca. Jest w jego wieku, przynajmniej tak się wydaje. Zastanawia go ubiór dziewczynki, przecież jest zima, a ona ma na sobie koszulę z krótkim rękawkiem, lekkie spodnie i sandałki. Ubóstwo to straszna sprawa, co też potrafi zrobić z człowiekiem. Długie czarne kręcone włosy opadają na policzki dziewczynki.
Nienawidzisz ich, prawda. Życzysz im śmierci, sam być ich pozabijał gdybyś tylko mógł. Gatunek ludzki potrafi być parszywy, nieprawdaż?
Nie odpowiedział, chociaż wiedział, że przyznałby jej rację. Jej osoba, ze względu na przedziwną sylwetkę i ten bezpośredni sposób bycia zrobiła na nim ogromne wrażenie. Nieznośna lekkość bytu – pomyślał. Skóra dziewczynki była tak blada, prawie jak otaczający ich zewsząd śnieg, szczerze w duchu przyznał, że trochę się jej obawia, ale aura tajemniczości otaczająca jej postać była silniejsza niż chęć powrotu do domu.
Co tu robisz o tak późnej porze?
Nie odpowiedziała, wzruszyła tylko ramionami i usiadła na niższej belce trzepaka.
Nie jest ci zimno?
Przyzwyczaiłam się… zostań tu ze mną przez chwilę.

Głoś był cichy, ale wyraźny, tylko niczym u kobiety dojrzałej, a nie jak u dziecka.
Musisz się postawić, oddać im tak, żeby zapamiętali.
Podsłuchiwała. Ciekawe, czy słyszała wszystko, co powiedział. Złościło go to, czuł wstyd z bycia ofiarą, ale także pewną ulgę, bo nie dzielił się jeszcze z nikim swoimi kłopotami, nikt spoza klasowego grona nie wiedział o jego opłakanej sytuacji. No i nikt nie reagował w tej sprawie.
Ale co mam zrobić, ale jak?
Milczała, uśmiechnęła się tylko lekko. Siedzieli jeszcze tak przez chwilę we dwoje.
Uważaj na siebie, ostatnio jest tu dość niebezpiecznie, słyszałaś pewnie o wypadkach w pobliskiej dzielnicy.
Dodał, chcąc zmienić temat. Cisza była nieznośna, ale także kojąca, usłyszał bicie własnego serca.
Spotkamy się jeszcze?
Nie odpowiedziała, więc odszedł bez słowa. Myślami jednak pozostał przy nieznajomej. 

Byli w jednym z mieszkań, na czwartym piętrze szarego blokowiska. Wszystkie one są do siebie podobne, takie klitki, ale im wystarczało. Wyglądali jak tata z córką, ona jednak nie pokazywała się za dnia. Nie rzucali się w oczy, byli niepozorni, tacy zwykli, zatem nie zwracali niczyjej uwagi.
Wiesz, co masz robić! Od ponad doby nic nie piłam!
Za każdym razem, gdy słyszał ten ostry gardłowy krzyk, niczym u dorosłego faceta, przeszywały go dreszcze. Dorosły mężczyzna, na którego wydziera się dziewczynka, ale… jak to możliwe, że tak małe płucka i wąskie gardło wydają tak niskie, typowe dla męskiego głosu tony. Wiedział, nie musiał sobie tłumaczyć, w końcu spędził z nią prawie całe życie, gdy chce to potrafi być groźna i stanowcza. Posłusznie wykonywał polecenia. Wyciągnął skórzaną torbę spod lady, kawałek plastikowej rurki, linę i pięciolitrowe bukłaki po jakiejś taniej wodzie mineralnej, z których już nigdy by nic nie wypił. Wyszedł ze wstrętem na wieczorny mróz.
Kiedyś było łatwiej, był młodszy, silniejszy, miał zapał i wiedział, dla kogo się poświęca. Ale teraz wszystko się zmieniło, ona nie dorośnie, on się starzeje. Nie spieszył się, jeszcze nie. Wiedział już, kto będzie jego celem. Obserwował go, jak ten biegał cyklicznie. Co dwa dni, był taki moment, że przez las, czasem w nocy, ponieważ pracował na zmiany, tego dnia znowu do późna. To była jego szansa. Przyczajony za drzewem cierpliwie czekał i gdy nadeszła właściwa chwila, wbił nóż prosto w tętnicę szyjną. Przytrzymując gościa jedną ręką i opierając się na nim całym ciężarem ciała przycisnął głowę do ziemi. Drugą ręką sprawnym, wielokrotnie powtarzanym ruchem wbił rurkę w świeżą ranę, paznokciem wyciągnął mały koreczek blokujący przepływ i zaczął napełniać pojemnik. Uścisk zelżał. Jeszcze nie wszystko spłynęło, gdy zawiązał linę wokół kostek, chociaż oblicze delikwenta było już blade, a twarz bez wyrazu, wiedział jednak, że jest jeszcze wiele do wypompowania. Podciągnął ciało wyżej i na nowo wypłynęła cienka stróżka czerwonej cieczy. Kolejny bukłak zaczął się napełniać.
Nagle pojawił się pies, siwy pudel, nie widział go na tle otaczającej ich zewsząd bieli. I te nawoływania.
Scrappy, gdzie jesteś, noga… noga…
No idź, idź do pańci, głupi pies.

Zwierzak jednak ani drgnął. Głosy stawały się coraz bardziej wyraźne, troje, może czworo młodzieży zbliżało się szybko w jego stronę. Oni zaraz tu będą, próbował kopnąć psa, ale ten zwinnie odskoczył.
Ej! Tam coś jest!
Wyraźnie słyszał już głosy, widział pierwszą z osób w zielonej kurtce wyłaniającą się zza drzew. W panice, wyciągając pośpiesznie narzędzie swego pomysłu z ostygłego już ciała, w momencie nieuwagi, wywrócił pojemnik. U jego stóp pojawiła się kałuża krwi, do której wsadził swój łeb ciekawski kundel. Mężczyzna zaczął uciekać, czym prędzej, żeby nie zostać rozpoznanym. Słyszał za sobą tylko krzyki przerażenia i już nie mlaskanie, a hałaśliwe ujadanie psa. Tym razem trzeba będzie improwizować… może jakiś kundel. Najlepiej taki pudel, uśmiechnął się marząc o rozcinaniu skóry psa, tego konkretnego. 

Powinien już wrócić, wiedziała, że coś poszło nie tak. Myślała tylko o jednym, żądze stawały się nie do opanowania. To bywa niebezpieczne, działanie pod wpływem emocji nie jest dobre, gdy umysł się wyłącza reakcje staje się machinalne, włączają się instynkty, wtedy bywasz nieuważny i popełniasz błędy. Była wściekła.
Mogę liczyć tylko na siebie.
Usłyszała własne słowa, pomyślała jednak inaczej – wiedziała, że on zrobi wszystko, co w jego mocy. Księżyc jest dzisiaj zasłonięty przez chmury, to dobry czas na łowy. 

Pomóż mi proszę! Pomóż mi!
Wracał właśnie z imprezy, była parapetówa, było całkiem przyjemnie. Partyjka brydża przeciągnęła się do późna, ale nie został, nie potrafił zasypiać poza domem, zawsze wracał. Usłyszał cieniutki głosik. Przecież to jeszcze dziecko, jakaż ona delikatna, wziął kruche ciałko dziewczynki na ręce. Chwilę potem było już za późno, to coś chwyciło go za szyję, zwinnie przeskoczyło na plecy i uczepiło się rękami i nogami jego ciała. Na nic zdały się muskuły i lata spędzone na siłowni, poczuł uścisk szczęki na szyi, bolesne ukłucie i natychmiastowe zmęczenie. Siły go opuściły, stał się słaby niczym ta dziewczynka, która okazała się kimś innym niż się spodziewał, zakręciło mu się w głowie, upadł i zapadł w sen, z którego nie ma już powrotu. Tym razem nie spał w domu… 

Popełnił błąd, działał zbyt opieszale, nie był dość uważny, wybrał zły moment. Jadąc autobusem w kierunku osiedla analizował wszystkie zdarzenia dzisiejszej nocy. Nieudana akcja, nerwy. Wysiadł na przystaniu przy szkole i skierował się w stronę zabudowań.

Chłopiec obudził się tego ranka później niż zwykle. Pamiętał jeszcze ten sen, myślał tylko o niej, o czasie spędzonym razem, nieodparty urok tajemniczej dziewczynki zapadł mu głęboko w pamięć. Pośpiesznie się ubrał, chwycił plecak i wybiegł do szkoły. Wiedział, że będzie poniżany i dręczony, że wróci obolały po zajęciach, ale tym razem coś się zmieniło, było mu jakoś lżej na duszy.
Zajęcia mijały zbyt szybko, za każdym razem na przerwach wybiegał z klasy jako pierwszy i chował się po kątach. Miał swoje ulubione kryjówki, czasem zamykał się w męskiej ubikacji, czasem pomagał nauczycielom w pokoju nauczycielskim, niekiedy symulował bóle przesiadując u higienistki lub opowiadał wymyślone historie szkolnej pani psycholog. Sposobów było wiele, a on znał je wszystkie. Nadszedł czas powrotu, został najdłużej w szkole i gdy już wszyscy wyszli jako jeden z ostatnich opuszczał znienawidzone mury. Oparty o płot otaczający szkołę, obserwując czy nikt na niego nie czeka, zastanawiał się, skoro ściany mają uszy to, dlaczego nie mówią… takie głupie myśli, ale cóż, w końcu był jeszcze dzieckiem.
Gdy miał już ruszyć w kierunku domu, wtedy go zobaczyli. Pędził ile sił w nogach, biegł w stronę basenu, gmach pływalni otwarty jest dłużej, bo odbywają się tam zajęcia pozalekcyjne, a i mieszkańcy odpłatnie mogą korzystać z dobrodziejstw ciepłej wody. 

Mężczyzna dostrzegł ich już wcześniej. Czterech młodocianych, czekali na kogoś, gdy zaczęli swój szaleńczy pościg ruszył za nimi. Tym razem postanowił upolować dzieciaka, powinno być łatwiej. Widział jak wbiegają do pomieszczeń przeznaczonych na przebieralnie, zaczął nasłuchiwać. Smarkacze się rozdzielili i szukają swojej ofiary, jeszcze nie wiedzą, że tym razem, to oni będą potrzebować pomocy. Złapał pierwszego, silną dłonią zakrył mu usta i przywiązał do jednej z szafek w pustym pomieszczeniu. Dzieciaka zmroziło, widział jak łzy ciekną na podłogę mieszając się z kroplami chlorowanej basenowej wody. Młody wisiał do góry nogami, jak mężczyzna, którego uśmiercił wcześniej.
Zostaw mnie, proszę. Błagam to boli.
A czy ty zostawiłeś, gdy to ciebie prosili prześladowani uczniowie? Czy odszedłeś?!
Ja już nigdy nie będę! Błagam, jestem tylko dzieckiem!

Słowa takie nie robiły na nim specjalnego wrażenia. Uśmiercał już wielokrotnie, wszystko to w imię miłości, zawsze dlatego.
Dobrze, rób, co musisz, przepraszam za wszystko… za to, że jestem taki.
Powiedział to tonem rezygnacji, apatii, pogodzenia się z nieuniknionym losem. Mężczyzna pomyślał: ja też jestem, jaki jestem, ale czy zawsze taki byłem. Jako piętnastoletni zakochany do szaleństwa chłopiec chciałem przeżywać pełnią życia każdą spędzoną z wybranką chwilę. Zmieniłem się pod wpływem miłości, ale czy na lepsze, życie bywa uciążliwe. Kiedyś chciałem mieć dzieci, a teraz, co robię…
Nie odpowiedział na jęki powieszonego, pośpiesznie opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Targały nim silne, sprzeczne emocje. Z jednej strony widział siebie wbijającego ostrze w gardło chłopca, potem wdzięczne spojrzenie jego towarzyszki, gdy wraca z trofeum, z tym życiodajnym płynem do domu. Z drugiej strony widział siebie, gdy z własnej ręki gładzi kiedyś własne dziecko. Druga myśl była nie do zniesienia, gdy spojrzał w okno, przez własne odbicie w tafli szkła ujrzał blask światła w pracowni chemicznej. Niczym w promieniach słońca poszedł w tamtą stronę, mając w duchu nadzieję, że znajdzie tam kwas solny. 

Tym razem niewiele brakowało, zamknięty w szafce chłopiec ledwo zdążył zatrzasnąć drzwiczki nim pojawili się napastnicy. Myśląc o ostatnich razach, uśmiechał się tylko, gdy woźny wyzywał go od debili otwierając przy tym drzwiczki jego kryjówki. Na głupie kawały im się zbiera, pomyśli pewnie. Ech, co on może wiedzieć…
Stuknij, przejedź paznokciem, stuknij dwa razy i znowu przejedź paznokciem. Od ponad godziny uczył dziewczynkę alfabetu Morse’a. Gdy usłyszał od niej, że nie może wychodzić za dnia, wpadł na pomysł, że mogą się porozumiewać stukając w rurkę od kaloryfera. Ona z kolei, uczyła go, jak powinien reagować na zaczepki. To spotkanie było całkiem miłe, nawet troszkę rozmawiali, co w normalnych okolicznościach nie byłoby niczym wyjątkowym, ale z nich była dziwnie dobrana para. 

Następnego dnia usłyszał o dziwnych wypadkach, jakie miały miejsce w szkole, do której uczęszczał. Otóż nad ranem znaleziono w jednej z sal chłopca, który był w stanie szoku, prawdopodobnie stan ten spowodowany był jakimś silnym urazem, który odbił się na psychice chłopaka. Jakoś rewelacje te nie zmartwiły go specjalnie, wiedział przecież, że to on mógł zostać tak przywiązany, był nawet wdzięczny losowi, że to właśnie jednego z jego dręczycieli spotkało takie właśnie upokorzenie, bo a nuż czegoś się nauczy. Zaciekawiło go jednak drugie z wydarzeń, jedna z nauczycielek odkryła w pracowni chemicznej straszliwie oszpecone zwłoki mężczyzny. Popełnił samobójstwo. To będzie ciekawy dzień, pomyślał.
Wiemy, że to ty, to twoja wina, ty mu to zrobiłeś.
Usłyszał za sobą głosy pełne nienawiści i pogardy, jak tylko wszedł na szkolne podwórko.
Teraz się z tobą policzymy!
Nie miał gdzie uciec, byli pijani i otoczyli go, jeden miał nawet stłuczoną butelkę po piwie w dłoni. Próbował wycofać się z powrotem w stronę bramy wjazdowej, jednak ktoś go chwycił za kark. Wiedział, że teraz już im się nie wyrwie, nadeszła chwila próby. Nauka z wczorajszej nocy nie poszła na marne, pamiętał, że wystarczy pokonać przywódcę bandy, a reszta nie będzie chciała go tknąć. Gdy go tak trzymano w potrzasku, wyciągnął z kieszeni nożyk i obrócił się nagle. Ruch był tak gwałtowny, że oprawca nie zauważył nawet cięcia, a te pozostawiło szramę na jego paskudnej gębie. To koniec, był już wolny. 

Obudziła się nagle, zamiast spać w dzień, czuwała. Mimo, że często uciekała w samotność, godzinami błądząc po brudnych ulicach, śmierdzących bramach czy ciemnych parkach, poznając w ten sposób wszystkie zakamarki miasta, wiedząc, że to może ułatwić jej egzystencję w tym nowym otoczeniu, w tej jednej chwili poczuła się jednak naprawdę opuszczona. Mieszkali tu od dwóch tygodni, zostaną zapewne na jeszcze kilka miesięcy zapełniając przy tym zwłokami miejscową kostnicę, a potem znowu jak ci wędrowcy ruszą przed siebie, od wielu już lat ciągle się przemieszczają, niczym karawany na bezkresnych piaskach pustyni. Była to dziwna chwila, a nawet wyjątkowy okres, bo już od dawna nie łączyła jej duchowa więź z osobą, która miała być jedną z ofiar, doprawdy intrygujący jest ten chłopiec spotkany kilka dni temu pod wierzbą. Nie rozumiała, co ich łączy, co się między nimi dzieje. Nie wiedziała także, czemu jej stary towarzysz jeszcze nie wrócił. Nie zdarzało się często, żeby znikał na dłużej, a jeśli już, to zawsze dzwonił z informacją, że nie wróci, ponieważ musi stwarzać pozory normalności, wyjeżdżać czasem lub widywać się z ludźmi, żeby nie wzbudzić czyjegoś nadmiernego zainteresowania. Wiedziała, że z racji swego mniej ludzkiego stylu życia, jako istota odmienna, nigdy do końca nie zrozumie jego zachowania, ale nauczyła się je akceptować, no i wzajemnie, po czasie zaczęli się nawet wspierać i tak już zostało. Zastukała w kaloryfer, nikt nie odpowiedział, trudno, musi przeczekać, aż do wieczora. Godziny zaczęły się zamieniać w minuty, te w sekundy, czas płynął tak wolno…

Wiedziała, że ten dzień był dla niego wyjątkowy, widząc dumną minę chłopca była już pewna, że poradził sobie z napastnikami i stał się silniejszy. Jego ruchy stały się bardziej pewne, głos mocniejszy, a wzrok nie uciekał na boki jak wcześniej.
Dzięki tobie stałem się lepszy – rozpoczął.
Nie była tego taka pewna, cieszyła się jednak, że w zachowaniu chłopca zaszły pozytywne zmiany.
Opowiedz mi dokładnie, co się stało?
Relacjonował spokojnie przebieg dzisiejszego dnia, a serce jej biło coraz szybciej, lecz on nie wiedział, że pompowało cudzą krew, skradzioną od sąsiadów, a tętno wzrastało, gdyż mężczyzna ze szkoły był jej bliski, a teraz została bez nikogo.
Bądźmy razem na zawsze! Wiesz, co do ciebie czuję.
Powiedział to patrząc jej głęboko w oczy. I wtedy stało się coś niespodziewanego. Poczuła nagłą żądzę krwi!
Z rozciętego palca chłopca kapały obfite krople, nie była w stanie zrozumieć jego słów, coś o braterstwie krwi, związaniu na wieczność. Jej umysł, skupiony był tylko na owalnym kształcie czerwonej kropli. Nim lepka ciecz roztrysnęła się na ziemi, jednym szybkim ruchem języka złapała ją w powietrzu, dosłownie w locie. Rozległo się nieludzkie bzyczenie, szmer niczym chmary owadów, zanim ta zaatakuje pszczelarza. Dźwięk jak wtedy, gdy słyszysz szarańczę i wiesz, że plony z całego roku zostaną ci odebrane i nie nakarmisz własnych dzieci.
U-cie-kaj!
Ton jej głosu stał się bardziej szorstki, mięśnie ciała naprężyły się, oczy stały się czujne i dzikie, patrzące to w jedną to w drugą stronę, niczym u drapieżnika oceniającego odległość dzielącą go od ofiary. Serce biło wyjątkowo szybko, gwałtownie tłocząc pompowaną krew, żyły stały się nabrzmiałe, umysł myślał tylko o jednym – zabijanie.
U-cie-kaj! Ale już!
Ostatkiem się wypowiedziała te słowa, ale dotarły one, w końcu do zdumionego chłopca. Wybiegł nagle, nie oglądał się za siebie, nie miał odwagi.
Długo trwało, zanim się uspokoiła, jeszcze dłużej, zanim postanowiła odwiedzić chłopca u niego i wyjaśnić, co się stało, kim jest.
Zaproś mnie.
Siedziała na parapecie jego okna stukając delikatnie w szybę.
Musisz mnie zaprosić.
A co, jeśli tego nie zrobię.

Weszła. W chwili, gdy niechciana przekroczyła próg jego domu, polała się krew. Zaczęła wypływać z jej ciała. Stróżki krwi opuszczały gromadzącą je niby ludzką powłokę, niczym nie własną, jakby nie było bariery ze skóry i tkanek, lepka ciecz spływała z jej oczu, uszu i nosa.
Nie!! Proszę wejdź!
Krzyknął zrozpaczony chłopiec.
Była w środku. Przełknęła głośno ślinę i drżącym z emocji głosem powiedziała:
Nie jestem dziewczynką, jestem wampirem i mam piętnaście lat już od dłuższego czasu. I… muszę odejść, wybacz mi.
Tym razem to nie krew spływała z jej oczu.
Nie wiedział, co jej odpowiedzieć, cała ta sytuacja była zbyt nierzeczywista, nierealna, bo przecież to nie może dziać się naprawdę. Milczał, pierwszy raz on nie potrafił wykrztusić z siebie ani dźwięku.
I tak stali niemi przez dłuższą chwilę. Potem odwróciła się. Nie wypowiedział ani słowa, tylko palec machinalnie zaczął drgać uderzając o kant stołu. Nie wiedział, czy to nerwowy tik, automatycznie wybijane słowa kierowane były nie z umysłu, a serca. 

Nazajutrz sypialnia była pusta. W szkole nikt nie widział chłopca, policja wzywała dręczących go członków bandy na przesłuchania, ale i te do niczego nie doprowadziły. Nikt nie wiedział, co z nim się stało, zadziwiające było tylko to, że morderstwa, jak się nagle zaczęły, tak w dniu jego zaginięcia zakończyły się.

Jechali pociągiem, gdzieś przed siebie, najdalej na ile można było odjechać z tego dworca. W przedziale siedział spokojny chłopiec z dużym nieporęcznym kufrem. W jego zachowaniu było coś niepokojącego, co chwila stukał i drapał po swoim bagażu.
Jesteśmy w tym razem ukochana.
Przekazał jej wiadomość.
Mam nowego towarzysza i... zrobi wszystko, co mu każę.
Pomyślała.


Informacje dodatkowe:
 

 
Początek 1 2 3 Dalej Koniec


 
29-06-2009, 18:24 | Madame_Butterfly | Komentarzy w sumie: 1
Pomijając podobieństwo do już wymienionej książki, chciałam zauważyć, że konkurs miał być związany z sagą zmierzchu. Historia nijak wiąże się z książką, a wampiry przedstawione przez Tomasza nie są podobne do oryginałów Meyer'owskich. Przykro mi, że ktoś kto ukradł pomysł "zdeklasował" wszystkich. I równie przykro, że redekcja nic z tym nie zrobiła, ani nie ogłosiła oficjalnie swojego stanowiska.
Pozdrawiam wszystkie uczciwie piszące osoby!


 
05-06-2009, 08:46 | Pandzia | Komentarzy w sumie: 27
Tomaszu, ale ja to tak sobie czytam... i tak sobie myślę... że Ty nie zmieniłeś nic w fabule swojego opowiadania. Znaczy się, skróciłeś je w stosunku do filmu, bo brakuje jeszcze akcji na basenie z nicponiami... I wampirzyca zamiast wejść nieproszona drzwiami u Ciebie wchodzi oknem... i tak w sumie... tyle byłoby różnic między filmem a Twoim opowiadaniem. To już nie jest "inspiracja". To jest zwyczajny PLAGIAT!


 
04-06-2009, 23:10 | tomaszd | Komentarzy w sumie: 3
witam wszystkich

opowiadanie jest pisane własnoręcznie, książki "wpuść mnie" nie czytałem... film oglądałem i mi się podobał, na jego podstawie oparłem wątek alfabetu Morse'a, nie zmienia to jednak faktu, że całość, co do jednego słowa jest mojego autorstwa, a pisząc opowiadanie bardzo często znaleźć można podobieństwo do innych utworów, np. ja, czytając chociażby mrczną wieżę Kinga widzę podobieństwo z władcą pierścieni

pozdrawiam


 
04-06-2009, 22:06 | KaBi | Komentarzy w sumie: 10
No ba ;] fajny wilk ;]


 
04-06-2009, 22:00 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4706
Do czasu wyjaśnienia całej sytuacji nie ma co nikogo na razie na stosie palić. Ale skoro padły zarzuty, że jest to plagiat to nie zdziwiił bym się gdyby to nie była jednak prawda. Jutro na spokojnie wyjaśnimy całą sprawę.

Jeśli opowiadanie jest "rąbnięte" to dyskusji nie ma. Zostanie odrzucone a miejsca zostaną poprzestawiane :)

P.S.
Widzieliście już zwiastun "Księżyca w nowiu"? :)


 
04-06-2009, 21:23 | .Lola. | Komentarzy w sumie: 14
Myślę, że nawet w przypadku wysłania nagrody nie należy zostawić tego samemu sobie. Ok, nagroda przepadła, autor ma pewnie całkiem niezły ubaw, że udało mu się wszystkich tak wykiwać. Ale przypuszczam, że reszta uczestników konkursu ma prawo czuć się pokrzywdzona i takie oświadczenie należałoby wydać chociażby ze względu na nich. Bo nieważne, jakiej jakości są pozostałe opowiadania - z pewnością zasługują na większe uznanie. I powtórzę, że nie zależy mi na wyjaśnieniu całej sytuacji natychmiast, właściwie w ogóle nie musiałabym się tym irytować, jako że nie dotyczy to mnie bezpośrednio, ale i tak uważam, że po prostu sprawa nie powinna zostać pozostawiona sama sobie...

kkiinnaa - wydaje mi się, że autor tego "opowiadania" wypowiadał się gdzieś pod wynikami konkursu, ale nie mam pewności, zawsze jednak można tam zajrzeć ;)


 
04-06-2009, 21:11 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
Wbijmy go na pal! Obedrzyjmy ze skóry! Spalmy mu włosy!

A tak poważnie, to nic a nic nie możemy zrobić, jeżeli okaże się oczywiście, że jest to plagiat. Pozostanie nam usunięcie opowiadania i wydanie oświadczenia. Nagrody jak sądzę już wydawnictwo rozesłało, więc na tym polu nawet nie podziałamy.


 
04-06-2009, 21:03 | kkiinnaa | Komentarzy w sumie: 19
No drugi żart??
To przecież trzeba coś z takim delikwentem zrobić....

Może koleżanka .Lola. nie ma pewnośći ale ja mam ją na 1257%, że to jest plagiat na maksa i do tego omg....

A może pan autor sam coś na ten temat powie.... bo nie wierze, że ktoś nie jest ciekawy komantarzy do "swojej" twórczości...

Zapraszam kolege....


 
04-06-2009, 21:00 | .Lola. | Komentarzy w sumie: 14
W takim razie w porządku. Sama książkę przeczytać zamierzam i wtedy z pewnością wypowiem się od siebie. Nie zmienia to jednak faktu, że informacje zawarte w komentarzu poniżej są poświadczone przez osobę, która mi je podała, a napisałam to ja, gdyż nie było sensu zakładania nowego konta tylko w tym celu. Mogę tylko zaręczyć, że ani ja, ani nikt inny nie wyssał tego z palca i mam nadzieję, że jakieś kroki zostaną poczynione. Niekoniecznie dziś, czy teraz, ale po sprawdzeniu całej sprawy, to oczywiste. Mój komentarz odnosił się głównie do tego, że sprawa zostanie pozostawiona sumieniu autora. Gdyby takie rozwiązanie było najlepsze, to przecież nie byłoby na świecie sądów i policji. I nie, nie uważam, by kogoś trzeba było do sądu podawać. Jest to tylko takie porównanie.


 
04-06-2009, 20:54 | alice.cullen | Komentarzy w sumie: 36
Początek kojarzy mi się z książką "Harry Potter i Zakon Feniksa". Mam rację ;p? Od razu wpadły mi w oko długie zdania, wszystko po przecinku. To trochę nie gra. I braki znaków zapytania w czymś takim jak 'prawda?'
Całego opowiadania nie przeczytałam, bo nie przepadam za takim stylem więc nie powiem czy mi się podobało. Ale wciągające pewnie jest


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.