Ten serwis używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz terminal może działać lepiej. Chcesz wiedzieć więcej?
Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Ku chwale Valkirii! #2 - opowiadanie
 28-05-2007, 12:06
 Armand de Morangias
 13218 x przeczytano

Komandor Armand zakładał właśnie mundur bitewny. Na gołe ciało nałożył obcisły, czarny kombinezon, którego „inteligentny” materiał wspomagał gojenie ran. Na to narzucił luźniejszy strój o podwójnej funkcji – jego struktura absorbowała lub odbijała większość ataków energetycznych, a wbudowane w materiał sensory na bieżąco monitorowały wszystkie funkcje ciała i warunki zewnętrzne. Umieścił małą wtyczkę w metalowym gniazdku za prawym uchem, inicjując sprzężenie munduru z neurowszczepem. Zamocował lekki, plastalowy półpancerz balistyczny. Niektórzy oficerowie preferowali cięższe zbroje, ale Armand nie miał zaufania do technologii opierającej się na prawach Newtona. To takie dwudziestopiątowieczne!
Nagle poczuł się dziwnie, upadł na jedno kolano. To zdarzało się od jakiegoś czasu. Częste przebywanie w mikroświecie antymaterii ma zły wpływ na ludzką psychikę. Nie na darmo fizycy okrzyknęli tę technologię Bramą do Świata Mroku.
-Armand! Wszystko w porządku? - Tuethan podbiegła i pomogła mu wstać.
-Wyczułem zakłócenie w Mroku. Jak gdyby milion skończonych idiotów uświadomiło sobie intelektualną niemoc, a następnie zawyło rozpaczliwie. - Otrząsnął się i wyprostował.
Tuethan patrzyła na niego z troską.
-Coraz gorzej z tobą, mówisz kompletnie od rzeczy.
-Czuję, że została podjęta jakaś decyzja... zła decyzja... która zaważy na naszym losie.
-Zaparzę ci meliski...
Rzucił jej mordercze spojrzenie. Cofnęła się o krok i uśmiechnęła niewinnie.
-Albo nie...
-Przebierz się, a ja przypilnuję sterów, zaraz wychodzimy koło „Cracovii”.

Szeregowi na pokładzie superniszczyciela szykowali się w pośpiechu. Zakładali zbroje, sprawdzali broń, ładowali do plecaków granaty i racje żywnościowe. Narmo zamocowała na swoim karabinie pulsowym granatnik i laserowy celownik z dalmierzem. Pogładziła broń pieszczotliwie.
-Lock an' Load, Baby! Wreszcie się zabawimy!
Kaczuszka kręcił młyńce swoją szablą, zawiesiwszy lekki karabin na ramieniu. K0sa ze zbrojowni statku wybrał wielolufowe działko plazmowe. Samoregenerujący moduł zasilania zajął pół plecaka, ale żołnierz czuł, że nie pożałuje tego wyboru. Wiewiór zakładał właśnie gogle z modułem wspomagania taktycznego. W plecaku gros miejsca zajmowały: Lornetka Multispektralna, Polowy Komunikator Satelitarny i Uniwersalny Moduł Analityczny. Na ramieniu zawiesił standardowy karabin plazmowy.
-Ciekawe, kto mógł zaatakować naszych. - Zaczęła Narmo.
-Pewnie Zeitgeist, tylko oni są tak bezczelni. - Prychnął K0sa.
-TLTB leży tylko trzy skoki od Terra Incognita... - Powiedział ponuro Kaczuszka.
-Musimy być gotowi na wszystko. Ktokolwiek to jest, skopiemy mu dupę! - Krzyknął Wiewiór.
Przeszli na mostek, wypatrując oczekiwanego transportu, lecz radary milczały.
-No i co? Dupa! - Sarknęła Narmo. - Gdzie nasza podwózka?
-Będzie... niebawem. - Uspokoił ją Wiewiór.
-Tia, a my tu będziemy pokrywać się rdzą i kurzem.
Na ekranie radaru zamigotał niewielki punkt. Żołnierze błyskawicznie przypadli do szyby, by obejrzeć zbliżający się statek.
-Jest jakiś dziwny. - Skrzywiła się Narmo. - Nigdy takiego nie widziałam.
Wiewiór chwycił za mikrofon komunikatora.
-SSD „Cracovia” do niezidentyfikowanego statku. Słyszysz mnie? Odbiór?
-TSS „Posen” do „Cracovii”. Słyszę cię głośno i wyraźnie. Proszę o pozwolenie na lądowanie.
-Jaki jest twój cel, „Posen”?
-Jestem jednostką szkoleniową, uczę nowego pilota parkowania. - Parsknął głos w głośniku.
-Jak myślicie, co mogę tu robić? Otwierajcie tarczę i złaźcie natychmiast do hangaru, mam was przewieźć na TLTB.
Wiewiór podszedł do najbliższego terminalu. Wstukał tymczasowy kod dostępu przydzielony mu przez Mola i udzielił „Posen” pozwolenia na lądowanie.
-„Posen”, możesz podchodzić do lądowania. Czekamy w hangarze. Bez odbioru.
Wyłączył mikrofon i spojrzał na swój „oddział”.
-Słyszeliście go? Biegiem!
Rzucili się do windy. Gdy zjechali do hangaru, „Posen” właśnie lądował. Miał ponad pięćdziesiąt metrów długości i wysokość piętrowego domu. To niewiele w porównaniu z gigantycznym superniszczycielem, ale z bliska robiło wrażenie. Pneumatyczne stabilizatory syknęły, przyjmując ciężar pojazdu. Otworzyły się drzwi, w których stanął wysoki, długowłosy mężczyzna o niezdrowej, ziemistej cerze. Podkrążone oczy spoglądały dziko na żołnierzy.
-Czołem! - Głos miał, jak na posturę, dość wysoki, nieprzyjemny.
-Komandor Armand de Morangias. - Wymawiał miękkie, nosowe „r”. - Mam prowadzić misję raunkową na TLTB. Gdzie reszta?
-Khem... - Wiewiór postąpił krok naprzód. - Jesteśmy tylko my. Szeregowy Wiewiór melduje swoją... drużynę. To szeregowa Narmo, a to Kaczuszka i K0sa.
-Tylko tylu? Cholera, wiedziałem. - Oficer skrzywił się, lecz zaraz odzyskał humor.
-No nic, trzeba sobie radzić z tym, co mamy, prawda? No już, ładujcie się do środka!
-Tak jest! - Krzyknęła zgodnie drużyna. Armand schował głowę między ramionami.
-Nie krzyczcie tak, nie jestem głuchy. I w ogóle dajcie spokój z tym wojskowym bełkotem, to dobre dla szeregowych!
Obrócił się na pięcie i sprężystym krokiem wszedł na statek. Żołnierze spojrzeli po sobie.
-Ale my jesteśmy... szeregowymi... - wyjąkał Wiewiór niepewnie.
-Idziecie czy nie? Czas ucieka. - Rzucił Armand przez ramię. Pozostali wzruszyli ramionami i poszli za nim. Wewnątrz przywitała ich blondynka w kombinezonie pilota.
-Cześć, jestem Tuethan! - Zaszczebiotała radośnie. - Przymocujcie sprzęt tu i siadajcie w kokpicie.
Zdjęli ciężkie plecaki i odłożyli karabiny na specjalny stojak magnetyczny. Armand i Tuethan zajęli już miejsca przy sterach.
-Proszę zapiąć pasy, zgasić papierosy i nie wychodzić do łazienki, dopóki nie zgaśnie czerwona lampka. - Wyrzuciła z siebie Tuethan niczym karabin.
-Jaka lampka? - Zainteresowała się Narmo, lecz nie uzyskała odpowiedzi. Armand wdusił starter i dał się słyszeć cichy pomruk silników jonowych. Statek lekko oderwał się od ziemi i poszybował do wrót hangaru. Już po chwili leciał swobodnie w kosmicznej pustce.
-Ustawiam kurs na TLTB. - Poinformowała Tuethan. Wiewiór odchrząknął.
-Sir...
-Daruj sobie. I tak nie pamiętam całej tej tytułomani. Przez ostatnie dwa lata tylko Tuethan służyła pode mną.
Narmo prychnęła, a Kaczuszka przełknął ślinę, wyobrażając sobie Tuethan służącą pod Armandem. Drobna blondynka zachichotała. Wiewiór kontynuował.
-Co wiemy o TLTB? Nigdy nie słyszałem o tej planecie.
-Niewiele. Porozmawiamy za chwilę, najpierw muszę rozpędzić tę łajbę.
-Skok? - Podchwycił Kaczuszka. Zerknął na holograficzną mapę przestrzeni wokół statku.
-Nie widzę nigdzie vorteksu.
-Nie, nie będziemy skakać. „Posen” załatwia takie sprawy inaczej.
-Czyli jak? - Zapytał K0sa.
-Pójdziemy przez Świat Mroku.
-Świat Mroku? - zapytali wszyscy zgodnie. Tuethan wyrecytowała:
-Mikrowszechświat kwantowy. Dzięki napędowi antymaterii zmienimy strukturę tego statku i załogi z atomowej na kwantową, dzięki czemu uniezależnimy się od praw makrokosmosu. Możemy w ten sposób przekroczyć prędkość światła, a w teorii nawet cofnąć się w czasie, choć tego nikt nie próbował.
-Jak to możliwe?
-Gdybyście poznali szczegóły, musielibyśmy was zabić.
-Aha.
-Trzymajcie się, ruszamy! - Armand wcisnął przycisk i otworzył przepustnicę. Usłyszeli dziwny wizg gdzieś z tyłu maszyny, a następnie z widokiem za szybą stało się... coś. Przez kolejnych kilka lat żołnierze często wracali do tego, co wtedy widzieli, lecz nigdy nie byli w stanie odtworzyć żadnych szczegółów. Jedyne, co do czego się zgadzali, to to, że wszystko wyglądało dziwnie.
-No, już. - Tuethan odpięła pasy, wstała i przeciągnęła się jak kocica.
-Podróż potrwa kilka godzin. A raczej, nam wyda się, że trwało to kilka godzin. Na miejscu zmaterializujemy się jakieś pięć minut po tym, jak ruszyliśmy.
-Dzięki temu mamy czas na odprawę. - Podjął Armand, wstając z fotela.
-TLTB to niewielka planetoida. Wstępne badania satelitarne wykazały warunki sprzyjające rozwojowi życia typu ziemskiego, rozwinięta flora i fauna, ale żadnych śladów inteligentnego życia. Pół roku temu wysłano tam ekipę naukowców, którzy zbudowali stację badawczą. Wyprawę osłaniał pluton piechoty pod dowództwem Sierżanta Goodmana, zwanego też „el coyote”. Na pewno o nim słyszeliście, to świetny żołnierz. W każdym razie, wstępne raporty były obiecujące – zerowa klasa eksploatacji, pierwotna dżungla, czyste powietrze i woda. Lokalne organizmy raczej przyjazne, niegroźne. Jednocześnie zautomatyzowane raporty o stanie zdrowia personelu wykazywały narastający stres, poczucie zagrożenia. Ostatni raport przyszedł zaledwie dwa dni temu. Dziś satelita szpiegowski przechwycił sygnał Mayday, wysłany przez samego Goodmana. Próby przywrócenia łączności nie powiodły się. Naszą misją jest zlokalizować naukowców i żołnierzy Goodmana, ocenić zagrożenie i podjąć niezbędne kroki. To wszystko, co wiem.
-Niewiele. - burknął Kaczuszka.
-Musimy być elastyczni. A teraz mamy trochę czasu dla siebie. Rozluźnijcie się, zdrzemnijcie, co tam chcecie. Macie być świeży i wypoczęci. 

*** 

Xero krążył nerwowo pod drzwiami gabinetu Artuta. Otarł z czoła kroplę potu, wziął głęboki oddech i wszedł bez pukania. Admirał prowadził właśnie poufną rozmowę przez szyfrowany komunikator foniczny.
-Nie, nie i jeszcze raz nie! Z całym szacunkiem, wasza wysokość, ale nic nie da się zrobić!
Xero otworzył usta, ale Artut odprawił go gestem, więc wyszedł. Może tak będzie lepiej, pomyślał. Ci nowicjusze na pewno sobie poradzą, zresztą są z nimi Armand i Tuethan. Rozmowa z Imperatorem to sprawa tysiąckroć ważniejsza od zaginionego plutonu na jakiejś zapyziałej planetoidzie.
Gdy zamknęły się za nim drzwi, Artut odetchnął cicho.
-Powtarzam jeszcze raz, wasza miłość. Różową posypkę do lodów dostarczą za piętnaście minut, szybciej się nie da. 

*** 

Kaczuszka ostrzył swoją szabelkę, Wiewiór drzemał, a K0sa przyglądał się Narmo, która z zapamiętaniem pisała coś na niewielkim ekraniku komputera osobistego.
-Co skrobiesz?
-Spadaj.
-Nie bądź taka, daj zobaczyć!
-Odczep się!
Rzucił się na nią i wyrwał jej peceta.
-”Osiedle Fantastyka” - Odczytał na głos, unikając ciosów.
-Słyszeliście? Narmo pisze opowiadanie!
-Naprawdę? - Wiewiór zabrał mu komputer i zaczął czytać, a w tym czasie K0sa i Kaczuszka trzymali Narmo.
-Łał, to jest prawdziwe fantasy!
-Nie wasza sprawa! Puszczać, bo pogryzę!
-Nigdy nie rozumiałem tego fantasy osadzonego w starożytności. - Powiedział z namysłem Armand.
-Realia są beznadziejnie odtworzone. Jeśli jeden na dziesięciu autorów porównuje swoje pomysły ze stanem badań archeologicznych, to byłoby dobrze. A najgorsze jest wkładanie w usta postaci historycznych współczesnej ideologii. Konflikt cywilizacji w dwudziestym wieku... bujda na resorach, przecież wtedy jeszcze ludzkość nie miała kontaktu z obcymi cywilizacjami! To co, walczyli między sobą? Biali z żółtymi? Czarnymi? Wszystko bzdury.
-Przecież to wszystko wizja literacka! - Żachnęła się Narmo, wyrywając Wiewiórowi komputer.
-Tak jest ciekawiej! Te wszystkie wielkie wojny, konflikty idei... Chcemy pokazać, że w starożytności żyli tacy sami ludzie, jak dziś!
-Ja tam wolę bardziej realistyczną prozę. Ewentualnie science fiction. - Prychnął Armand.
-Dość dyskusji o literaturze, wychodzimy z Mroku. - Mruknęła Tuethan. Armand siadł za sterami.
-Zapnijcie pasy, ten etap jest trochę ryzykowny.
-Ryzykowny? - Zainteresował się Wiewiór. - Co w tym wypadku znaczy „ryzykowny”?
-Zasada nieoznaczoności. Paradoks Schroedingera. Rzeczywistość jeszcze nie zdecydowała, czy istniejemy, czy nie.
-To znaczy, że...
-Możemy na zawsze pozostać antymaterią. Albo część nas zostanie antymaterią, a część się zmaterializuje.
-Część?!
-Może wyrzucić cię bez okrętu w przestrzeń. A może tylko głowę, albo rękę...
-Armand, przestań! - Fuknęła Tuethan.
-Trzymajcie się, bo będzie trochę trząść.
Szeregowi chwycili się foteli z taką siłą, że aż pobielały im kostki. Armand przesunął dźwignię przepustnicy. Statek zaczął trząść się i wibrować, a dziwny obraz za oknem zaczął się normalizować. Wszystko przypominało wejście w atmosferę. Po chwili turbulencje ustały – okręt znów sunął bezszelestnie przez pustkę kosmosu. Całą przednią szybę zajmowała błękitna planeta.
-Łał. - Jęknęła Narmo. - Podobno tak wyglądała Ziemia jeszcze w dwudziestym wieku.
-Podobno. - Powiedział K0sa beznamiętnie. Armand błyskawicznie wystukiwał komendy na niewielkim terminalu.
-Nie odpinajcie pasów, zaraz wchodzimy w atmosferę. Może trząść, ten statek nie ma stabilizatorów.
Pojazd rozgrzał się do białości, gdy warstwy powietrza uderzały o niego z ogromną prędkością. Rozedrgał się, zaczął klekotać. Wszyscy byli oblani potem, z gorąca i z nerwów. Już po chwili było po wszystkim. Statek wyhamował i zimne powietrze ostudziło zewnętrzne powłoki. Minęli gęstą warstwę białych chmur i wreszcie zobaczyli ląd – wielkie przestrzenie porośnięte gęstym lasem. Tuethan spojrzała na mapę.
-Baza naukowa tysiąc kilometrów na południowy wschód stąd, ustawiam kurs.
Wprowadziła koordynaty do komputera i puściła stery. Odpięła pasy i wstała. Armand także.
-Okej, mamy jakąś godzinę na dotarcie do celu. Zbroimy się! - zarządził i opuścił kokpit. Wszyscy podążyli za nim. Szeregowi odebrali swoje wyposażenie. Armand zapiął na biodrach szeroki pas z kaburami na dwa blastery, a na plecach zawiesił ciężki miecz dwuręczny. Tuethan wybrała półautomatyczny karabin przeciwinstalacyjny z celownikiem optycznym i zgrabny pistolet plazmowy.
Statek wylądował na leśnej polance, niecały kilometr od bazy. Szerokie drzwi otwarły się z sykiem. Pierwsi wyszli K0sa i Narmo, w pozycji bojowej, gotowi do strzału. Za nimi wyskoczyli Wiewiór, Kaczuszka i Tuethan, a na końcu wyszedł Armand. Właz zatrzasnął się za nimi automatycznie.
-Zrobimy małe rozpoznanie. - Zakomenderował. - Przejdziemy przez ten las i okrążymy teren bazy. Jesteśmy na ziemi wroga, więc miejcie się na baczności!
W zwartym szyku weszli w gęsty, ale podejrzanie jasny i przyjazny las... 

*** 

W tajnej bazie na obrzeżach Imperium tajemnicza postać w czerni szykowała się przed lustrem. Zakładał właśnie stalową maskę, spod której nie było widać ani kawałka twarzy. Na głowę nałożył starannie czarny kapelusz z olbrzymim rondem. Wstał i zarzucił na ramiona satynową pelerynę. Na jego kaftanie połyskiwała dyskretnie srebrna litera V z krzyżykiem – znak Inkwizycji Valkiriańskiej.
-Bracie Draconiusie! - zawołał. Do pomieszczenia wpadł młody mężczyzna w identycznej szacie, lecz bez maski, kapelusza i płaszcza.
-Wzywałeś mnie, panie?
Mężczyzna w masce zlustrował go od stóp do głów.
-Przygotuj mój statek, Draconiusie. Potrzebuję nawigatora, zwiadowcę i dziesięciu Templariuszy z pełnym wyposażeniem. Ty też szykuj się do podróży.
-Tak jest. Gdzie się wybieramy?
-Dowiesz się w swoim czasie, bracie. Valkiria nas potrzebuje.
Inkwizytor podszedł do terminalu i skasował ostatnie raporty. Są sprawy, których słudzy znać nie muszą, pomyślał. 

*** 

Mustafa pędził przez las. Mundur miał w strzępach, cały był oblepiony dziwną, jasnoróżową substancją. Potknął się i upadł. Poderwał się szybko i przerażony rozejrzał się wkoło. Wstrzymał oddech i zaczął nasłuchiwać. Cały czas bał się, że nagle w oddali usłyszy przeraźliwy pisk.
Pisk obcego. 

c.d.n.


Autor: Michał „Armand de Morangias” Pietruszkiewicz
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski

Informacje dodatkowe:
 
 

Komentarze:
Początek 1 2 3 4 Dalej Koniec


 
06-06-2007, 11:03 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
Ja bym nie był taki hop siup z tą inspiracją Star Warsami, bo jak Tuethan skuma, że zrobiłeś z niej Chewbaccę to juz nie przeczytamy kolejnej części ;]


 
02-06-2007, 01:27 | Armand de Morangias | Komentarzy w sumie: 434
Mam nadzieję, że wszyscy skumali inspirację SW w tym tekście. W ogóle mam taki ambitny plan, żeby w każdym odcinku było choć jedno nawiązanie do Gwiezdnych Wojen :>

Obiecuję też wprowadzić Hipissa w trzeciej części, no i w ogóle dać więcej "scenek z życia Valkirii" ;)


 
01-06-2007, 17:13 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4706
Kolejny świetny odcinek... Armand... kawał dobrej roboty. Nieźle się pośmiałem. Mi najbardziej podobał się następujący fragment:

"Wyczułem zakłócenie w Mroku. Jak gdyby milion skończonych idiotów uświadomiło sobie intelektualną niemoc, a następnie zawyło rozpaczliwie. - Otrząsnął się i wyprostował"

Mistrzowski tekst. Ciekawe kto nie skumał inspiracji w Gwiezdnych Wojnach :)


No i napisz Armand coś w końcu o Hipissku bo nam się chłopaczyna zapłacze na śmierć :)

I o tym pijaku MMochockim też by się przydało :)


 
30-05-2007, 11:17 | woskar | Komentarzy w sumie: 347
A co, Seji wrócił i zaczął rozdawać upominki?
- Tobie wibrator owinięty drutem kolczastym, tobie maszynkę do robienia lodów malinowych, tobie puchate kajdanki, tobie kamasutrę dla dendrofili...
- ...ja też chcę puchate kajdanki!
- I ja! I ja!
- Ja ewentualnie też bym poprosił... i strój króliczka.
- Cicho siedźcie! Ja rozdaję prezenty! Tobie owieczkę z opcją nawilżania...
- Nie chcę owieczki! Chcę baranka!
itd...


 
30-05-2007, 08:07 | Hipiss | Komentarzy w sumie: 650
na sex.polter.pl też ostatnio flejmy - kłócą się o puchowe kajdanki :-/


 
29-05-2007, 23:43 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
Stronka porno powiadasz. To musi być sex.polter.pl o której wspomniałeś wcześniej :P


 
29-05-2007, 23:19 | Armand de Morangias | Komentarzy w sumie: 434
Heh, widziałem kiedyś coś takiego na jednej stronce porno :P

Można tak zrobić, ale wydłuży to czas oczekiwania na kolejne odcinki. Dla mnie byłoby to ciekawe ćwiczenie w pisaniu na zadany temat :>


 
29-05-2007, 21:37 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
a ja wpadłem na rewelacyjny pomysł. Może po każdym odcinku Armand robiłby sondę, w której zamieszczałby pomysły na rozwinięcie fabuły, a my głosowalibyśmy o czym chcemy czytać. Takie audiovalkiriele ;] Nie wiem co na to Armand, ale na bardziej kiczowaty pomysł nie wpadł chyba nikt. :P


 
29-05-2007, 20:29 | dark kaczuszka | Komentarzy w sumie: 271
Ależ ja nie powiedziałem że ty byś nie zrobił lepiej bo niby skąd mam to wiedzieć... powiedziałem że jęsli uważasz że zrobisz lepiej to do dzieła:P no ale nic, skończmy temat :P


 
29-05-2007, 18:51 | Mustafa | Komentarzy w sumie: 416
No dobrze Kaczorku nie gniewam się :* Nie to, żebym się obruszył, po prostu irytują mnie lekko teksty "sam lepiej byś nie zrobił". No ale może trochę za bardzo się rozpisałem, no dobra wybaczam :)



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy na Oficjalnej Stronie Andrzeja Pilipiuka.
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 53

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3514807
Dziś gości: 94
Ten miesiąc: 1441
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 174