Ten serwis używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz terminal może działać lepiej. Chcesz wiedzieć więcej?
Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Nightwish (Kraków 19.02.2008) - relacja z koncertu
 21-02-2008, 01:01
 Sharn
 6465 x przeczytano

Przedwczoraj w krakowskiej hali Wisły odbył się koncert bardzo popularnej ostatnimi czasy w Polsce fińskiej grupy Nightwish. Zespół przyjechał tu, by promować swoją najnowszą płytę Dark Passion Play, która ukazała się pod koniec ubiegłego roku. Był to drugi występ Finów w naszym kraju – pierwszy miał miejsce 29.05.2005 na Mystic Festival na Stadionie Śląskim w Chorzowie, gdzie zagrali m. in. obok Kreatora i Iron Maiden.

Na „Wisłę” dotarliśmy z eXscythem tuż przed 20:00, aby zobaczyć w całości support – szwedzki kwartet Pain. Przed wejściem nie było już kolejek, bowiem bramy otwarto o 18:00 i mimo wyprzedania wszystkich biletów, większość widzów zdążyła już wejść wcześniej. Pozytywnie zaskoczyła nas ochrona stojąca przy wejściu – kulturalna i miła, a z tym to różnie bywało na innych imprezach. Po oderwaniu kuponu i lekkim sprawdzeniu, czy nie wnosimy ze sobą niebezpiecznych narzędzi, wkroczyliśmy do hallu. Gęsta atmosfera dymu tytoniowego zmieszanego z przyspieszonymi oddechami setek wyczekujących na show ludzi uderzyła nas niczym Thor swoim Mjöllnirem. Najpierw sprawdziliśmy miejsca siedzące, ale wszystkie ławeczki wypełnione były po brzegi. Szybki rekonesans trybun pozwolił nam dojrzeć na płycie jakieś 10-15 metrów od sceny lukę, w którą zaraz się wcisnęliśmy. W tym miejscu chciałem wyrazić swoje oburzenie na wzrost niektórych ludzi. Jeśli ktoś ma powyżej 180 cm, to na koncerty chodzić nie powinien lub stać nieruchomo pod ścianą.

Prawie punktualnie, bo o 20:05, na scenie zawrzało i wypadło czterech długowłosych gości, dając nieźle czadu. Trochę elektronicznie, trochę melodyjnie, a przede wszystkim bardzo ostro, z odrobiną growlingu i wycia powermetalowego, chłopaki siedmioma kawałkami rozgrzali do czerwoności całą publiczność. Muszę przyznać, że to chyba najlepszy support, jaki do tej pory widziałem i z chęcią wybrałbym się na osobny koncert Szwedów. O 20:30 było już po przedwykonawcy, a na scenę wkroczyli technicy, przygotowujący sprzęt do głównego występu. Te czterdzieści minut można było spokojnie zagospodarować papierosem i kawą z automatu. Czas ciągnął się niemiłosiernie, niecierpliwe przestępowanie z nogi na nogę przerywane było co chwilę gromkimi okrzykami „Nightwish, Nightwish, Nigtwish!…”. Niestety nic to nie dało – kapela miała wyjść o 21:10 i… nie spóźnili się. Rozpoczął się właściwy koncert.

Można było się spodziewać, że wkroczą mocnym akcentem i oczywiście zagrali na wstępie Bye Bye Beautiful. Za garami Jukka "Julius" Nevalainen, przy klawiszach Tuomas Holopainen, na wiośle Emppu Vuorinen, z basem Marco Tapani Hietala no i nowa wokalistka Anette Olzon. Tłum zawył i zaczął szaleć w szybkim tempie. Drugi kawałek, również z Dark Passion Play, niósł nadzieję, że zabawa będzie przednia. Niestety jako trzeci utwór pojawił się Dark Chest Of Wonders z Once i tutaj nastąpiła lekka konsternacja i pierwszy zgrzyt. Nasze niewesołe spojrzenia z eXscythem się spotkały i zgodnie stwierdziliśmy, że „laska nie wyrabia wokalnie”. Czwarty utwór – Ever Dream z płyty Century Child rozwiał wszelkie złudzenia. Potem było różnie. Dużo fajerwerków i ognia na scenie, sporo confetti, ba, nawet śnieg padał z sufitu podczas Nemo. Trochę szwankowało nagłośnienie, a raczej akustyka, ale to już wina hali Wisły. Niestety kolejny raz wychodzi, że Kraków cierpi na brak odpowiedniej koncertowej areny, a organizowanie tak dużej muzycznej imprezy na boisku do koszykówki pociąga za sobą pewne konsekwencje (chociaż lepszy rydz, niż nic – jak mawiają). Niewątpliwie najlepszym kawałkiem wieczoru był The Islander – zagrana na gitarze akustycznej i zaśpiewana przez Marco ballada porwała tłum i nastroiła go melancholijnie. Nieźle też wypadł najdłuższy utwór z ostatniej płyty - The Poet And The Pendulum oraz Wishmaster na bis. Totalną porażką i największą klapą, przynajmniej według mnie, okazał się Dead To The World, który za sprawą Anette brzmiał zupełnie inaczej niż oryginał i gdyby nie ratujący wokal Marco, w ogóle nie rozpoznałbym tego utworu. Zdecydowanie pozytywnym aspektem koncertu było wręczenie członkom zespołu w jego trakcie Złotej Płyty za Dark Passion Play przez przedstawicieli Mystic Production. W dobie wymiany plików P2P to naprawdę niezłe osiągnięcie, zwłaszcza na scenie metalowej w Polsce i tu ukłony dla wszystkich fanów, którzy odżałowali niemałą sumkę na krążek i przyczynili się do tego sukcesu. W sumie występ trwał ponad półtorej godziny.

Teraz na tapetę trzeba wziąć zgromadzoną w hali Wisły ludność. Nie mogę sobie odpuścić kilku uszczypliwości, ale też i pochwał. Wychowany na muzyce lat 90-tych, gdzie Metal, jako ogólny gatunek muzyczny był dosyć popularny, a długie włosy nosił prawie każdy fan lubujący się w mrocznych klimatach, byłem nieco zdziwiony różnorodnością na koncercie. Owszem, dominowała czerń wśród strojów, głównie T-shirty z najróżniejszymi zespołami (ewentualnie V-koszulki – sztuk dwie – eXscythe’a i moja), ale pojawiały się i inne kolory z przepastnej gamy barw. Osobniki w skórach, tudzież z „pieszczochami” na nadgarstkach stanowiły rzadkość. Ciężkie, „ortopedyczne” obuwie często zastępowane było zwykłymi „tupankami”, „mokasynkami” i innym badziewiem. Włosy. Ehh. Tu się raczej żal wypowiadać, bo moją niegdyś piękną pelerynę zżartą przez ząb czasu zastąpiła łysa czaszka. Sporo jeszcze długowłosych zostało ze starego pokolenia, a i to najmłodsze – gimnazjalne, zaczyna łapać klimat. Niestety gros osób na głowach miało wtarty żel i nawet szczerze martwiłem się, czy im się nie roztopi podczas fajerwerków. Da się zauważyć pewną tendencję, iż ludzie urodzeni w latach 80-tych cierpią na bezguście muzyczne, bowiem ten przedział wiekowy stanowił zdecydowaną mniejszość podczas koncertu (wyjątki tylko potwierdzają regułę). Pozytywne jest natomiast to, że duża grupa dzieciaków w wieku około 15 lat zaczyna odbudowywać niegdysiejszą świetność fanów ciężkiego brzmienia. Co ciekawe i na dokładkę miłe, na imprezie było też trochę ludzi po czterdziestce i starszych. Nie jest już źle, ale do pięknych, dawnych lat jeszcze nieco brakuje. Potwierdzeniem moich słów niech będzie anegdotka wprost z koncertu, gdzie pewna pani, stojąca obok eXscythe’a, za pomocą jednej ręki próbowała ułożyć na drugiej z palców znak uważany przez pewną toruńską rozgłośnię za Zuuuo!, a powszechnie używany w książkach Davida Gemmella jako ochrona przed złymi mocami. No cóż, mogła poćwiczyć przed, a nie w trakcie. \m/

No, ale cóż się dziwić niezbyt klimatycznym fanom, skoro sama wokalistka nie jest lepsza. Tak, tak, moi mili. Żale i zarzuty pod adresem Anette Olzon zostawiłem na koniec. Od razu zaznaczam, że płyta Dark Passion Play przypadła mi do gustu i nawet broniłem nowego głosu Nightwisha przed atakami mojej żony. Niestety, po koncercie rację przyznać muszę mojej połowicy. Anette Olzon nie nadaje się do zespołu. Nie dość, że nie radzi sobie z wysokimi tonami, których było mnóstwo w dotychczasowej twórczości Finów (w końcu kawałki były pisane pod Tarję Turunen, a to znacznie wyższa wokalnie półka), to jeszcze odziera zespół z jego klimatu. Gdzież te piękne, gotyckie suknie z długimi, zwiewnymi rękawami? Gdzież ta prezencja na scenie? Gdzież ta charyzma? Wszystko to znikło po odejściu Tarji. Anette, choć jest urodziwą niewiastą, nie pasuje tu zupełnie. Na koncercie wystąpiła w czarnej, krótkiej kiecce na ramiączkach i miała ubrane rajstopy w zielono-czarne paski – żenada. Do tego te jej włosy, które wyglądały, jakby część z nich wpadła do wiaderka z farbą. Na domiar złego na scenie poruszała się jak dziewuszka w dyskotece, podrygując chaotycznie do muzyki, której nie rozumie. No i ten głos… przypominający raczej Sandrę w latach 80-tych. Kiedy na nią patrzyłem, miałem nieodparte wrażenie, że idealnie nadałaby się do zespołu Vanilla Ninja, a nie do Nigtwisha. Prawda jest bolesna, ale podrasować głos na płycie to nie problem i nawet Ville Valo z HIM wypada korzystnie w studiu. Skąd się wzięła i dlaczego? Poczyniliśmy z eXscythem pewne dywagacje, ale większość z nich raczej nie nadaje się do przedstawienia na forum publicznym.

Podsumowując, sam koncert nie był zły. Pozytywnie zaskoczył Pain i na pewno nie raz go jeszcze posłucham. A Nightwish? Z racji, że jestem fanem od jakichś sześciu lat i dopiero drugi raz byłem na ich występie, mimo wszystko podobał mi się. Dali niezłe show, z dużą ilością fajerwerków, do tego Marco znowu popijał wódkę „z gwinta”, a Tuomas miał zawieszonego Jacka Sparrowa na klawiszach i ogólnie udanie bawili publiczność. Chociaż można się czuć nieco zawiedzionym poziomem nowej wokalistki, to i tak publiczność, w tym i ja, szalała na całego. No i hala Wisły okazała się mieć jedną zaletę – jest mała i w zasadzie z każdego miejsca dobrze widać, a przecież o to chodzi na koncercie. Pozostaje mieć nadzieję, że po skończonej trasie chłopaki zastanowią się nad zmianą Anette i że znów zawitają do Polski.


Autor: Marcin „Sharn” Byrski
Redakcja: Łukasz „Mol” Pleśniarowicz



Informacje dodatkowe:
 
 

Komentarze:


 
29-02-2008, 23:38 | Armand de Morangias | Komentarzy w sumie: 434
Sharn, Ty słuchasz Najtfisza? Tego moja siostra słucha, na zmianę z Avril Lavigne i Spice Girls :P

Rzadko kiedy coś zostaje z zespołu po zmianie wokalisty, ale kaskę chce się zarobić, to się wpycha byle kogo za mikrofon i wmawia wszystkim, że tak miało być... może powinni ją zastąpić Jonathanem Davisem, jemu dla odmiany cała reszta kapeli odeszła, a wokalista z niego przedni i w wysokich tonach daje radę :)


 
27-02-2008, 15:00 | Micronus | Komentarzy w sumie: 363
Jep. Nightwish ssie godzillową...;P
Ale za to na PAINie z chęcią bym poskakał, mają kilka kawalków z niezłym przy...tupem. A i tak najlepsiejszy jest song Shut Your Mouth? Got milk?:D


 
21-02-2008, 16:42 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
Nie. Plejbek to najgorsza rzecz na świecie ;]


 
21-02-2008, 12:24 | eXscythe | Komentarzy w sumie: 303
Dochodzę do takiego wniosku, że może lepiej by było gdyby zagrali z plejbeku ;]


 
21-02-2008, 02:06 | Xaplan | Komentarzy w sumie: 98
Najtłisz ssie :P



Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   

Witamy na Oficjalnej Stronie Andrzeja Pilipiuka.
Profil użytkownika
Pseudonim

Hasło

Zapisz login

Przypomnij hasło!
Rejestracja

Szukaj

Nowości w V-Sklepie




Na służbie:
Żołnierze: 0

Cywile: 48

Statystyki wizyt:
Wizyty: 3514810
Dziś gości: 97
Ten miesiąc: 1444
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 174