Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Getto w getcie, czyli rzecz o horrorach - felieton
22-12-2008, 21:02 | 9424 x przeczytano | Ardelin

W świecie wciąż pokutuje przekonanie, że horrory należą do niższego gatunku literatury i filmu, wobec czego żaden szanujący się człowiek nie powinien zawracać sobie nimi głowy. Jako zatwardziała miłośniczka horrorów w każdej postaci, zaczęłam zastanawiać się, skąd się wziął ten stereotyp. Jeśli nad tym dłużej pomyśleć, to okaże się, że faktycznie jest sporo przesłanek wskazujących na to, że wszelka groza, strach i makabra mogą się wydawać odrobinę niedorzeczne.

Ludzie, którzy nie lubią horrorów, bo nie lubią i tyle (choć zwykle nie czytali żadnego), nie należą do rzadkości. Wyobraźcie sobie, że taki osobnik jednak się przełamie i poprosi o polecenie jakiejś książki wraz z krótkim opisem jej fabuły. Problem polega na tym, że większość książek (a horrorów w szczególności) wydaje się w streszczeniu bardzo głupia.

Żeby daleko nie szukać, Władca Pierścieni J. R. R. Tolkiena to historia o małym ludziku, który przez trzy tomy idzie, idzie, idzie, żeby na koniec wrzucić do ognia złoty pierścionek i uratować tym samym świat. A teraz przykład ze świata horroru. Łowca snów Stephena Kinga to opowieść o krwiożerczych łasicach z kosmosu, które próbują przejąć kontrolę nad światem, używając do tego sieci wodociągowej, ale natykają się na czwórkę przyjaciół i ich niedorozwiniętego kolegę, który posiada paranormalne zdolności i tak naprawdę też jest kosmitą, tyle że z innej planety. Zachęcające? No właśnie. A przecież to dobre książki! A co dopiero złe…

Pamiętam, że w szkole podstawowej wymieniałam się horrorami z kolegą. Pożyczył mi kiedyś Bestię Guya N. Smitha. W powieści chodzi o to, że pewien profesor (z niezwykle atrakcyjną, młodą kuzynką u boku, oczywiście) odnajduje na bagnach bestię. Bestia jest zagrzebana w mule, zielona, oślizgła i jak oddycha, to bąble ze śluzu jej się przy nosie (zaraz, czy ona miała nos?) robią. I na ten widok niezwykle często (czasem parę razy na stronę) bohaterowie zwracają zawartość swojego żołądka. Potem bestia wygrzebuje się z bagien i zaczyna malowniczo zabijać wszystkich jak popadnie, krew leje się strumieniami, jelita latają… Tyle z tej historii pamiętam.

Mam wrażenie, że często ludziom się wydaje, iż napisanie powieści grozy jest banalnie proste, bo wystarczy parę rekwizytów, trochę ganiania, krzyków, obrzydliwych opisów i już. Szukając szybkiej sławy i kasy, ludzie ci produkują taśmowo horrory klasy B, przez co w gatunku tym znajdziemy całą masę strasznego chłamu. Tym bardziej, że z horrorem jest tak, iż zalicza się do niego praktycznie wszystko – wystarczy, że w historii są duchy, zjawiska paranormalne, litry krwi, psychopata, potwór, upiór, zombie, mgliste wizje, epidemie czy co tam jeszcze i już rzecz opatrzona jest etykietką „horror”.

W zasadzie nie ma co panikować, bo niektórym (a ja się do nich zaliczam) sprawiają przyjemność zarówno horrory dobre, jak i te beznadziejne, które często są tak złe, że aż komiczne. Szkoda tylko, że czasem zdarzają się historie zbyt słabe, żeby wciągnąć w klimat, ale jednocześnie nie aż tak katastrofalne, żeby bawić. Ostatnimi czasy tak było np. z filmem Mulberry Street (reż. Jim Mickle) wyświetlanym w czasie tegorocznego Festiwalu Horrorów w Multikinie. W filmie tym zmutowane szczury opanowują miasto – atakują mieszkańców, roznoszą tajemniczy wirus i zmieniają wszystkich w szczuro-ludzi. Tylko oprócz biegania, krzyków i iście przerażającej sceny, w której jeden z bohaterów w trakcie transformacji kroi i je surowe piersi kurczaka (groza normalnie…), w filmie nie było nic ciekawego. Za to widownia uratowała seans swoimi fantastycznymi komentarzami. Niech żyją fani horrorów, którym niestraszne i najsłabsze filmy! Jeśli rozrywki nie ma na ekranie – dostarczą jej sobie sami. I jak tu ich nie kochać?

Ostatecznie, nie ma się co łamać, nawet jeśli ludzie traktują wielbicieli horrorów jak pokręconych psycholi i nawet jeśli nie potrafią zrozumieć, że to, iż lubi się horrory, nie oznacza, że jest się ignorantem w zakresie reszty literatury czy filmu. Niech im będzie. Ważne, że nam świat grozy i strachu dostarcza przyjemności. A dlaczego tak się dzieje? Czemu lubimy się bać? To już chyba materiał na zupełnie nowy tekst.

Autorka: Natalia „Ardelin” Wójciak
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski


Informacje dodatkowe:
 
 

 
Początek 1 2 Dalej Koniec


 
30-12-2008, 16:56 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
Nerwy mnie poniosły, a bardzo rzadko mi się to zdarza. Zdenerwowało mnie tylko to, że z Twojego komentarza wynikało, że moje zdanie jest "widzimisiem", co zasugerowało brak szacunku i to, że odmawiasz mi prawa do własnych przekonań. Zabolało też to, że posądziłeś mnie o manipulację. Gdybyś mnie znał, wiedziałbyś, że głębokie przekonanie o tym, że każdy ma prawo do swoich poglądów i pogarda do wszelkich manipulacji i niejawnych zagrywek, są bardzo głęboko we mnie zakorzenione. Dlatego odebrałam te dwie rzeczy niezwykle personalnie. Teraz rozumiem, że Twoją intencją nie było mnie zranić i obrazić. A za Twoje uwagi dotyczące tekstu bardzo dziękuję. Również pozdrawiam.


 
30-12-2008, 10:19 | Marchew | Komentarzy w sumie: 134
Kunktatorsko - miało być kumotersko. Godzina zrobiła swoje.

I ja naprawdę nic do Ciebie nie mam, odnosiłem się do tekstu, nie Ciebie. Jak za ostro, to przepraszam.

Z mojej strony też koniec, pozdrawiam.


 
30-12-2008, 04:17 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
Jak można kogoś "kunktatorsko" poklepać po pleckach? :D Zalecam zajrzenie do słownika. ;)


 
30-12-2008, 04:09 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
"Nie rozumiem dlaczego wszystko traktujesz tak personalnie". Bo wycieczki osobiste traktuje się zwykle personalnie.

"Czepiam się słów, bo "według literaturoznawców" to taki słodki wybieg, który nie mówi nic, ale niby przywołuje jakiś autorytet". To nie wybieg, a doświadczenie. Z pierwszej ręki.

"Jeżeli nie czytam ze zrozumieniem, powiedz mi co pozwala Ci sądzić o dobrej kondycji polskiej SF?" Nie pisałam w żadnym miejscu, że SF jest w dobrej kondycji. Pisałam tylko i wyłączne o tym, że przez większość ludzi (w tym literaturoznawców) SF jest traktowane poważniej od horroru i fantasy, czego dowodem są choćby liczne prace na temat tego gatunku. Dlatego powiedziałam, że nie czytasz ze zrozumieniem.

"Chcesz ode mnie nazwisk, proszę (...)". Wcale nie chcę od Ciebie nazwisk. Skąd Ci to przyszło do głowy? To Ty chcesz mi wciąż coś udowadniać.

"Popatrz na ofertę wydawniczą i sprawdź jaki gatunek ma się najlepiej". A co to ma do rzeczy? Przecież nie o tym rozmawialiśmy.

"Liczby? Proszę Cię bardzo (...)". Nie potrzebuję od Ciebie żadnych liczb. Ja uznałam Twoje stanowisko. Tylko go nie podzielam.

"Ile prac napisano na podstawie poszczególnych gatunków średnio mnie interesuje (...)". To ciekawe, bo przecież o tym właśnie rozmawiamy.

"(...) chciałem od Ciebie jakiegoś konkretu, a nie odesłania mnie do maka i naburmuszenia się". A co jest bardziej konkretnego od baz danych? Mam Ci te książki przynieść do domu? Na koniec chciałam załagodzić sytuację i zrobić miły gest. Żebyś był zadowolony. Ciekawe, że odczytałeś go jako „naburmuszenie się”.

"Z mojej strony raczej koniec, bo jeżeli nie chcesz o swoich poglądach dyskutować, zakładając, że jesteś ponad to (...)". Rozmawiam tylko z tymi, którzy chcą ze mną rozmawiać. Spokojnie rozmawiać. Nie lubię sytuacji konfliktowych. Więc może i jestem "ponad to".

"Tylko nie obrażaj się, jak pojawi się pierwsza osoba, która Cię "po pleckach" nie poklepała kunktatorsko, tylko miała odmienne zdanie." Tym chcesz uspokoić swoje sumienie? Jeśli przez to czujesz się lepiej, możesz tak myśleć. Ten, kto czytał komentarze, wie, że nie było mowy o obrażaniu. Nawet wtedy, kiedy nazwałeś moje poglądy "widzimisię". ;)

No cóż, poprzedni komentarz chciałam zakończyć miło i przyjacielsko, a uznałeś to za "obrażenie się". Więc nie wiem, jak zakończyć teraz, żebyś znów nie zinterpretował tego opacznie. Spróbuję. Marchew, mamy rozbieżne poglądy, nie rozumiemy się, ale to przecież w życiu jest najfajniejsze - pozwala nam patrzeć na życie z różnych perspektyw. Więc dziękuję za Twoje komentarze i życzę miłego dnia. Szczerze.

P. S. Przepraszam za ewentualne błędy i literówki – jest 4 nad ranem.



 
30-12-2008, 02:28 | Marchew | Komentarzy w sumie: 134
Nie rozumiem dlaczego wszystko traktujesz tak personalnie. Nie mam nic do Ciebie, na tym serwisie pełnię rolę zupełnie symboliczną i zaglądam ze starego sentymentu, bo brak czasu średnio pozwala mi aktywnie pisać dla V-ki.

Czepiam się słów, bo "według literaturoznawców" to taki słodki wybieg, który nie mówi nic, ale niby przywołuje jakiś autorytet. Dyskutujemy, więc uznałem, że Twoje stwierdzenie, że tych prac jest więcej, a tych mniej ma być argumentem. Tylko jeżeli jest argumentem, to powinno być czymś poparte, a nie jest.

Jeżeli nie czytam ze zrozumieniem, powiedz mi co pozwala Ci sądzić o dobrej kondycji polskiej SF?

Chcesz ode mnie nazwisk, proszę - Lem, Zajdel, Dukaj, Ziemkiewicz. Dwóch pierwszych niestety jest w lepszym (mam nadzieję) miejscu. Ziemkiewicz zajmuje się raczej polityką. Fakt, jest Dukaj.

Lubię Przybyłka i Gamedeca, lubię Owena Y. od Dębskiego, ale to są pojedyncze rezczy.
Czasem jakieś opowiadanie, czy antologia, spoko, ale przy ilości publikowanej fantasy wypada to raczej biednie i mizernie.
Chyba, że stosujesz inne kryterium, ale wtedy to napisz, a nie tłumacz mi, że nie rozumiem co piszesz.

Popatrz na ofertę wydawniczą i sprawdź jaki gatunek ma się najlepiej. Jakie nazwiska tworzą dla Ciebie polską fantastykę?

Liczby? Proszę Cię bardzo, zestawienie Rzepy na bazie danych, które uzyskali od wydawnictw. Lista bestsellerów pierwszego pólrocza 2008 roku - bodajże 8 pozycji fantastycznych, z czego mamy 2 razy Lewisa z klasyką fantasy, 2 razy Pratchetta, 2 razy Pilipiuka z "Okiem Jelenia" , J.K. Rowling, Jacka Piekarę.

Ile prac napisano na podstawie poszczególnych gatunków średnio mnie interesuje, bo mi to na nic nie potrzebne, chciałem od Ciebie jakiegoś konkretu, a nie odesłania mnie do maka i naburmuszenia się.

Z mojej strony raczej koniec, bo jeżeli nie chcesz o swoich poglądach dyskutować, zakładając, że jesteś ponad to, Twoja sprawa. Moja błędna ocena, że się swoich poglądów broni.

Tylko nie obrażaj się, jak pojawi się pierwsza osoba, która Cię "po pleckach" nie poklepała kunktatorsko, tylko miała odmienne zdanie. Bo to nic osobistego, tylko komentarz do tekstu.



 
30-12-2008, 01:18 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
Po pierwsze - małe ćwiczenie z czytania ze zrozumieniem. Nigdzie nie pisałam o tym, że SF publikuje się dzisiaj dużo. W ogóle nigdzie nie pisałam niczego o pisarzach. Przeczytaj moje komentarze jeszcze raz, uważnie.

Po drugie - wymagasz ode mnie czegoś, czego sam nie robisz. Chcesz tytułów i liczb. A gdzie Twoje tytuły i liczby? Podajesz jedną książkę. Janion. To faktycznie sporo. To ja mogę podać dwie: Wojciech Orliński "Co to są sepulki?", Maciej Płaza "O poznaniu w twórczości Stanisława Lema". Zadowolony?

Po trzecie - nie wiem, kiedy zrozumiesz, że ja wcale nie mam ochoty do niczego Cię przekonywać. Po prostu wyrażam swoją opinię. Jeśli potrzebujesz potwierdzenia moich słów w liczbach i masz trochę czasu na zabawę, sam sprawdź sobie ilość opracowań przeszukując bazy biblioteki narodowej. Ułatwię Ci sprawę, masz adres: http://mak.bn.org.pl/w10.htm. Tam znajdują się wykazy wszystkich wydanych w Polsce książek, artykułów i gazet. Uwzględnione są też polonika. Zrób sobie statystyki. Możesz je nawet nanieść na wykres.

Tobie najwyraźniej sprawia przyjemność obrażanie ludzi dla sportu. Bo co innego wyrażać swoją opinię, a co innego oskarżać mnie o stosowanie chwytów erystycznych (czyli manipulację) i określać cudze poglądy słowem "widzimisię", tylko dlatego, że nie zgadzają się z Twoimi. Jeśli ktoś nie ma ochoty Ci czegoś udowadniać, to niekoniecznie znaczy, że to, co mówi nie ma poparcia w faktach. Znaczy tylko tyle, że mu nie zależy na przekonaniu Cię do swojego zdania. Ale ok, nie ma sprawy. Niech to będzie mój pierwszy i ostatni felieton na Valkirii i na tym zakończmy sprawę. To teraz możemy poklepać się po pleckach i iść na wódkę.


 
30-12-2008, 00:24 | Marchew | Komentarzy w sumie: 134
Ja Cię tylko zapytałem o jakiekolwiek dane na ten temat, coś więcej niż widzimisię. Łatwo rzucać 'literaturoznawcami' i 'ilością prac', kiedy tak naprawdę są to slogany, a nie argumenty rzeczywiste.

Jeżeli uważasz, że polskie SF posiada mocniejszą pozycję i oparcie w autorach niż fantasy, to raczej nie mamy o czym rozmawiać.

Ilu mamy obecnie, aktywnych i publikujących polskich pisarzy SF? Najlepiej z tych dobrych.


Ps. Pusty post poniżej to wina Safari, wlazłem przez historię i dało dodawanie komentarza bez treści ;)


 
30-12-2008, 00:12 | Marchew | Komentarzy w sumie: 134


 
29-12-2008, 23:43 | Ardelin | Komentarzy w sumie: 189
Stary, mylisz pojęcia. Swoją drogą, nigdy niczego takiego nie słyszałam na wykładach z literatury XX wieku. I tak, SF zawsze miała najsilniejszą pozycję. Także w Polsce. Dlatego na jej temat są setki opracowań naukowych. O fantasy Polacy napisali dużo mniej i dopiero w ostatnich czasach. A horrorem badacze (w dużej mierze właśnie dzięki Janion) zaczęli się niechętnie zajmować dopiero niedawno. I często na śmiałków tych patrzy się w środowisku trochę krzywo. Co do zarzuconego mi chwytu erystycznego - byłby zabiegiem pozbawionym sensu, bo nie zależy mi na tym, żeby Cię do czegokolwiek przekonywać. Jesteś dużym chłopcem i sam zdecydujesz, w co wierzyć. Ale to naprawdę nie miejsce na dyskusje o całej fantastyce. Przecież możesz mieć swoje zdanie. To Twoje prawo. Moim jest zachowanie swoich przekonań.


 
29-12-2008, 22:52 | Marchew | Komentarzy w sumie: 134
Ślizgać możesz się do woli, ale trochę szkoda kiedy w tekście niewiele poza tym się znajduje. No chyba, że zamierzeniem było 'pogadam sobie o horrorze, nie bardzo wiedząc co będę mówić i po co' ;) A nie posądzam Cię o to. Dlatego pytałem co chciałaś przekazać, brakuje mi w tekście spoiwa, jak go nie ma to nie będę szukał.

Skoro przywołujesz literaturoznawców - możemy sobie pogadać o nieokreślonych literaturoznawcach, bo nazwisk nie przytoczę, nie siedzę w tym aż tak głęboko. Ale na wykładach z literatury XX wieku horror wykłada się przy fantastyce, jednocześnie zaznaczając, że jest gatunkiem najbliższym granicy "głownego nurtu" (czymkolwiek by nie była dla badacza). Bo jest mu najbliżej do sensacji i dreszczowca. Tak dla głupa, jak wiesz więcej to mi opowiedz, bez ironii.

SF zawsze miała najsilniejszą pozycję. Słucham? W Polsce? Może jeszcze w ostatnich kilku latach?

Jeżeli mówisz teraz o świecie, a nie naszym małym poletku, to przepraszam, ale o tym mogę jedynie spekulować, nie znam na tyle dobrze ani rynku zagranicznego, ani opinii czytelniczych.

Argument o pracach - możesz podać mi jakieś liczby, czy jest to taki chwyt erystyczny bez poparcia faktami? Żeby daleko nie szukać, pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy to "Wampir. Biografia symboliczna' Marii Janion, gdzie, cytując notę wydawniczą "Wampir jest uznany za najpotężniejszy mit literacki XX wieku". Nie mówię, że tak jest, ale jednak ktoś o tym horrorze, czy jego atrybutach, pisze.




Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.