Ten serwis używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz terminal może działać lepiej. Chcesz wiedzieć więcej?
Valkiria Network | V-Game | Gry komputerowe | Ogniem i Mieczem | Gry fabularne | Dzikie Pola | Neuroshima | Świat Mroku | Warhammer
Film | Star Wars | Literatura | Andrzej Pilipiuk | Jacek Komuda | Zmierzch | Komiks | Planszówki | Karcianki | Wędrowycz | Bitewniaki | II wojna światowa
Valkiria - Polub nas na Fejsie
  
Sztejer - recenzja
 10-11-2010, 14:47
 ARTUT
 5905 x przeczytano

Jako wielki miłośnik historii, kultury i obyczajów Rzeczpospolitej Szlacheckiej nie miałem zazwyczaj szczęścia do powieści i opowiadań utrzymanych w realiach XVII wieku, a stworzonych w moich czasach. Nie jest tajemnicą, że jako fan książek Jacka Komudy dość sceptycznie podszedłem do informacji o tym, że Jacek Piekara postanowił napisać Charakternika. Rzeczywistość jednak przekroczyła moje najgorsze obawy i książka okazała się po prostu bardzo słaba. Nic zatem dziwnego w tym, że drżącymi rękoma sięgnąłem po Za garść czerwońców wydaną nakładem superNOWEJ. Była to pozycja debiutanta, Roberta Forysia, o którym wcześniej nie słyszałem. Będąc tradycyjnie nieomylny w swych obawach (niczym Biskup Rzymu) oczywiście i tym razem efekt nie był zadowalający. Ze zdziwieniem przyjąłem wiadomość, że Fabryka Słów zaprosiła Forysia do współpracy i wydała jego kolejną książkę Początek nieszczęść królestwa. Zaskoczeniem było jednak to, iż dało ją się czytać z zaciekawieniem i obyło się bez zgrzytania zębami (na które u stomatologa wydałem prawdziwy majątek). Nie twierdzę, że była to książka dobra, choć pewnie są i tacy, którym się spodobała. Ja zachwycony nią nie byłem, ale jak na pisarza, który dopiero zaczyna swą karierę i w dodatku kroczy za nim cień Komudy, który na rynku wydawniczym jest prawdziwą gwiazdą, to Foryś moim zdaniem nie musiał się wstydzić swego dzieła.

Życie stawia przed nami jednak wiele nowych wyzwań i potrafi nas niejednokrotnie zaskoczyć. I tak, niespokojny los postanowił urozmaicić me życie egzemplarzem recenzenckim pozycji pt. Sztejer, którą popełnił Robert Foryś.

Jakież wielkie było moje zdumienie gdy spodziewając się kolejnej historii utrzymanej w realiach szlacheckiej Rzeczypospolitej, do moich rąk trafił dość specyficzny zbiór dwóch opowiadań, których akcja dzieje się w wyimaginowanym postapokaliptycznym świecie, przyprawionych nutką swojskiej fantasy. Otóż Robert Foryś wziął trochę z Fallouta, trochę z Mad Maxa i dołożył jeszcze sporo Wiedźmina. Główny bohater, czyli tytułowy Vincent Sztejer to zabójca potworów, który się kulom nie kłania. Jest elokwentnym, inteligentnym, oznaczonym bliznami przystojniakiem, zaliczającym co chwilę fajne laski a w międzyczasie anihilującym setki zmutowanych utopców, strzyg, wampirów i innego plugastwa, inkasując za to nagrody. Przy okazji oczywiście rozpierdziela także kretynów, którzy mimo wprawy w walce, stają na jego drodze mściciela. Motyw jest na tyle oklepany i tak bardzo nawiązuje do postaci Geralta z Rivii, że nie sposób nie dostrzec... hmmm... inspiracji (choć na usta ciśnie się nieco mocniejsze słowo). Foryś na dodatek, ten postnuklearny świat (w sumie chyba ani razu nie pisze bezpośrednio, że zagłada była spowodowana wojną atomową, ale to raczej jasne) ubiera w klimat przaśnych, słowiańskich, drewnianych chat krytych strzechą, karczem, walk na miecze, szable, topory i kusze. Do tego można natknąć się też na pistolety, muszkiety i obrzyny, choć o bardziej współczesnych kałaszach, UZI czy karabinach taktycznych już nie wspomina. Jak na każdą „dobrą” książkę „fantasy” autor co kilka stron opisuje szczegółowo biust i inne części ciała ślicznotek, zaliczanych przez naszego herosa. Szkoda tylko, że kilka naprawdę interesujących motywów nie doczekało się większej eksploatacji. Postaci „ołowianych masek” wyraźnie mnie zaintrygowały i przyznam się, że liczyłem na ich większy udział w całej historii.

Zaskakujące dla mnie jest jednak to, iż mimo nieskrywanych, nienajlepszych wspomnień z lektury poprzednich dzieł Forysia, Sztejera czyta się całkiem nieźle. Fabuła niby jest oklepana i aż bije od niej hmmm... inspiracja Sagą o Wiedźminie, ale nie można powiedzieć by była to książka zła. Śmiem nawet twierdzić, że mogą się znaleźć czytelnicy, którzy będą urzeczeni światem przedstawionym.

Trzeba dodać, że autor zasługuje na pochwałę choćby dlatego, iż konsekwentnie poprawia swój warsztat, bo każda kolejna książka jest lepsza. Nie trzyma się tylko jednego świata i stara się znaleźć sobie miejsce w polskiej literaturze fantastycznej.

Robert Foryś nie jest na pewno objawieniem polskiego fandomu, ale jeśli dalej będzie ciężko pracował i wydawał coraz lepsze książki, to być może prędzej czy później stworzy coś naprawdę bardzo interesującego.

Póki co uważam, że fantastyczne mole książkowe Sztejera uznają raczej w najlepszym razie za przyzwoite czytadełko. Młodzi miłośnicy fantastyki i gier komputerowych, którzy niedawno rozpoczęli swą przygodę z literaturą, być może z lektury nowej książki Roberta Forysia będą zadowoleni. Ja na zachętę. Może nieco na wyrost daję ocenę 65%.


Autor: Artur „ARTUT” Machlowski
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Sztejer



Tytuł: Sztejer
Autor: Robert Foryś
Wymiary: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
Seria: Asy polskiej fantastyki
ISBN-13: 978-83-7574-239-8

Informacje
 
Wydawca  
Premiera  
 12.11.2010
Cena  
33.00 PLN
 

Głosów:
 
Ogólna
65%
 
Ocena końcowa: 65%
 

Skomentuj
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   



Witamy na Oficjalnej Stronie Fabularyzowanej Kolekcjonerskiej Gry Karcianej Jakub Wędrowycz.




Nowości w V-Sklepie




Zalogowani
Użytkownicy: 0

Niezalogowani: 30

Statystyki
Gości w sumie: 3269956
Dziś gości: 436
Ten miesiąc: 8617
Rekord gości: 43842
Gości wczoraj: 355