Krakowskie wydawnictwo Kuźnia Gier już na dobre zadomowiło się w polskiej branży producentów gier planszowych. Ten sukces oczywiście im nie wystarczył i od pewnego czasu postanowili podbijać zachodnie rynki. Ich najnowsze produkty są wielojęzyczne (po polsku, angielsku i niemiecku). Wiewiórki donoszą, że za naszą granicą Kuźnia Gier stopniowo zyskuje coraz większą popularność. Oby tak dalej!
Przeuroczy duet: Michał „Puszon” Stachyra & Maciej „Sqva” Zasowski wdali się w twórczy romans z Arturem „Garnkiem” Ganszyńcem oraz Maciejem „luckiem” Sabatem i wspólnie stworzyli dzieło bardzo dobre – grę planszową Wolsung.
O Wolsungu mówiono już od wielu lat. Jest to świat steampunkowy, który nawiązuje swoim klimatem do XIX-wiecznej Europy. Tam technologie oparte o parę i wielki przemysł spotykają się z magią i rasami rodem z opowieści fantasy. To szalenie barwny pomysł, który aż kipi od niesamowitego nastroju. To świetne źródło, na podstawie którego można stworzyć bardzo różnorodne gry. Stąd wydawnictwo zapowiada wkrótce grę fabularną, grę karcianą i kto wie co jeszcze.
Ale wróćmy do naszej planszówki. Zgodnie z długą tradycją w ręce szczęśliwego gracza trafia solidne i bardzo atrakcyjne pudełko. W środku znajdziemy masę drewnianych żetonów, kart i naprawdę ładną, twardą planszę. Z jednej strony widnieje mapa świata, która nie przyda się w rozgrywce do niczego (jest to swoisty bonus, który ma nas zachęcić do zatopienia się w świat Wolsunga). Z drugiej strony widnieje urokliwa panorama kolejowych bocznic, które są centrum rozgrywki.
Gracze wcielają się w role uczestników światowej wystawy wynalazków, których zadaniem jest zachwycenie jury swymi niesamowitymi maszynami. Oczywiście projekt to nie wszystko. Najwięcej trudu jest z jego realizacją. I tu zaczynają się schody. Przeciwnicy będą musieli walczyć o bardzo ograniczone zasoby surowców. I to jest właściwie klucz do całej rozgrywki. Zdobycie odpowiednich materiałów i rozsądne ich wykorzystanie daje nam duże szanse na zwycięstwo. Odpowiedni dobór produkowanych maszyn, kierując się preferencjami jurorów, to kolejny ważny element gry.
Sama rozgrywka jest niesamowicie wciągająca. Gra nie unika elementu losowego, ale jest on bardziej uatrakcyjnieniem zabawy niż przeszkodą. Oczywiście najwięcej frajdy sprawi nam gra w cztery osoby. Przy trzech też jest nieźle. Trochę gorzej gra się we dwóch (z trzecim „automatycznym graczem”). Jest to pewna pięta achillesowa wydawnictwa, która powtarza się we wcześniejszych produkcjach. Nie żeby było źle... ale jednak pewien niedosyt pozostaje.
I znów (pamiętając między innymi słynne Wojny Ryżowe) mamy do czynienia z brakiem rozbudowanych zasad, dla graczy, którzy maksymalnie wyeksploatują Wolsunga. Osobiście bardzo brakuje mi reguł dla ludzi, którzy rozgrywkę opanowali do perfekcji. Oczywiście doświadczeni weterani planszówkowych wojen sobie z tym świetnie poradzą i sami coś wyczarują. Brakuje jednak oficjalnego materiału. Być może jest to z góry zamierzone przez wydawnictwo. W końcu jeśli klient będzie miesiącami się zagrywał jednym produktem, to nie kupi kolejnego.
Podsumowując, muszę przyznać, że najnowsza odsłona Kuźni Gier to kolejna, bardzo dobra planszówka. Atrakcyjne wydanie, świetny klimat i rozsądne zasady to spore atuty. Cena oscylująca w granicach 100 zł nie jest mała, ale za tak solidną pozycję warto tyle zapłacić. Z pewnością można Wolsungowi wróżyć powodzenie. Pozostaje tylko nam czekać na kolejne produkty w klimacie wieku pary.
Autor: Artur „ARTUT” Machlowski
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski
Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.
Tytuł: Wolsung: The Boardgame
Autorzy: Michał „Puszon” Stachyra, Maciej „Sqva” Zasowski oraz Artur „Garnek” Ganszyniec, Maciej „lucek” Sabat
Oprawa graficzna: Mariusz Gandzel, Grzegorz Przybyś
Wersje językowe: polska, niemiecka, angielska
Gatunek: gra familijna
Liczba osób: 2 - 4
Czas rozgrywki: 30 - 90 minut