Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Heroes & Generals

Jeśli tak jak ja lubisz klimat II wojny światowej to koniecznie zainstaluj tę grę! Jestem pewien, że się na niej absolutnie nie zawiedziesz.

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (SPOILERY!) - recenzja filmu
19-12-2015, 18:19 | 3543 x przeczytano | ARTUT
Przyznam, że emocjonowałem się wejściem do kin epizodów I, II i III, ale na "Przebudzenie Mocy" czekałem... i jarałem się jak startrekowy statek Enterprise po bezpośrednim trafieniu z imperialnego niszczyciela...

UWAGA! Recenzja zawiera spoilery!

Pamiętam, jak by to było dziś, kiedy jako mały szkrab razem z mamą i starszym bratem wybraliśmy się do krakowskiego kina „Wanda” na mój pierwszy seans kinowy „Nowej Nadziei”, czyli pierwszej części (a potem jak się okazało czwartej) kosmicznej sagi Star Wars. To były jeszcze czasy ciemnej komuny, w której amerykańska superprodukcja była jasnym promieniem oświecającym mroki PRL. Mama czytała mi napisy szepcząc do ucha, by nie przeszkadzać innym widzom, a ja z wypiekami na twarzy, oczarowany tymi wszystkimi wspaniałościami, patrzyłem na wielki ekran. Oczywiście po seansie dostałem histerii, więc zaraz po wyjściu z kina wróciliśmy obejrzeć film drugi raz. Nasza rodzicielka nie była w stanie przetrawić filmu po raz trzeci, więc była zmuszona zadzwonić z budki po mojego ojca, żeby przyjechał z pracy i posiedział z nami by po raz trzeci śledzić przygody Luka Skywalkera.

Przyznam, że emocjonowałem się wejściem do kin epizodów I, II i III, ale na „Przebudzenie Mocy” czekałem naprawdę długo i towarzyszyły temu wielkie emocje. Krótko mówiąc jarałem się jak startrekowy statek Enterprise po bezpośrednim trafieniu z imperialnego niszczyciela...

Bardzo szczęśliwy, że udało mi się uniknąć wszelkich spoilerów wybrałem się do warszawskiego Multikina. Mając świadomość, że zobaczę postaci znane z poprzednich części, w myślach interpretowałem filmowy plakat i oficjalne zwiastuny próbując rozgryźć fabułę. Absolutnie nie zawiodłem się na „Przebudzeniu Mocy”.

J.J Abrams i Disney absolutnie nie zepsuli świata wykreowanego przez Georga Lucasa. Nie zabrakło efektownych potyczek myśliwców, efektów specjalnych, dziwnych i nieco zwariowanych obcych ras, oraz wyjątkowych lokalizacji. Absolutnie nie przesadzono z efektami specjalnymi, muzyka wspaniale ilustruje znakomite zdjęcia, choć muszę przyznać, że spodziewałem się usłyszeć jakiś nowy motyw muzyczny, który wbije się w umysł choćby odrobinę tak mocno jak „Marsz Imperialny”. Niestety nic takiego się nie stało, ale z drugiej strony naprawdę ciężko przebić jest legendę.



Prawie popłakałem się, ze szczęścia widząc Sokoła Millenium, Hana Solo, Wookiego, R2-D2, C3-PO i Leię. Zobaczyłem starych znajomych z dzieciństwa, którzy mimo upływu tak wielu lat, wciąż walczą o dobro Galaktyki i wciąż mam do nich ogromny, osobisty sentyment.

Autentycznie wzruszyłem się widząc na dużym ekranie scenę, w której Harrison Ford mówi do kupy kłaków o powrocie do domu… Szalenie podobało mi się fragment o tym, że Solo znów zajmuje się przemytem i całkiem zgrabnie wyjaśniono dlaczego. Fajnie rozegrano powód rozstania z księżniczką, która teraz dochrapała się stołka generała. Problemy z krnąbrnym synem wszak rozwaliły wiele, wspaniałych związków.
Bardzo podobała mi się mocno posunięta w latach Carrie Fisher, która wygląda na nieco przytłoczoną całym tym zamieszaniem i rozpadem rodziny.

Zachwyciła mnie planeta Jakku i ślady po dawnych czasach upadłej potęgi Imperium. Mieszkańcy planety, którzy utrzymują się z wydobycia cennych elementów sprzętu ze zdemolowanych pojazdów, walających się po pustyni, będąc pamiątką po awanturach między potężną armią klonów a pięknoduchami z Rebelii to szalenie malowniczy obraz.

Jak dla mnie nie zabrakło dobrego humoru i mimo wszystko dość prostacki gag z BB-8 pokazującym lajka, szczerze mnie rozbawił. Dość ostro śmiechłem przy scenie, w której czarnoskóry dezerter z wojska przyznaje się, że on tak naprawdę tylko w armii sprzątał kible. Odrobina rasizmu jeszcze nikogo nie zabiła...



Bardzo podobała mi się spuścizna Imperium, nieco odświeżona ale jednak wciąż czerpiąca ze starych, dobrych, sprawdzonych wzorów. Myśliwce TIE, zbroje szturmowców czy potężne gwiezdne okręty z odświeżonym designem zrobiły na mnie świetne wrażenie. Fajnie, że ekipa, która w końcu chce zrobić porządek w Galaktyce, nie próbuje przyoszczędzić czy pójść na łatwiznę. Kolejna Gwiazda Śmierci z odrobinę większą średnicą to zabawka dla cieniasów. Planeta wsysająca słońca? Proszę bardzo! O to miś na miarę naszych możliwości :D

Momentami przechodziły mnie ciarki przerażenia, że jednak zaraz zacznie się kupa, gdy np. zobaczyłem turbo głupią scenę ze szturmowcem wywijającym blasterem – tonfą. Na szczęście było tego tak niewiele, że szybko o tym zapominałem.

Troszeczkę zawiodłem się, że nic nie wiemy o tym jak zakończyła się ta cała heca z Imperium z poprzednich części, skąd wziął się Najwyższy Porządek i kim jest ten wielki pan z pomarszczoną japą, który siedzi na fotelu jak jakieś panisko. Ale jestem przekonany, że dowiemy się tego w kolejnych częściach.



Kylo Ren podobał mi się jako główny łobuziak. Propsuję scenę ze zdemolowanym wiadrem, w którym przechadzał się Vader. Fajny motyw z tym, że młodzież chce kontynuować dzieło swego dziadka. Nie podobała mi się tylko trochę twarz tego niemiłego pana, bo za bardzo przypomina mi Trace’a - brata Miley Cyrus. Gość ma równie końską szczękę i wygląda jak ćpun.



O ile początkowo dość mocno hejtowałem czerwony miecz świetlny z dwoma jelcami, to teraz jakoś przestał mi przeszkadzać. W końcu Disney musi sobie zarobić kolejne wagony piniendzy na produkowanych przez chińskie dzieci zabawkach.

Do kina wybiorę się na pewno raz jeszcze, bo jak każdy Polak lubię oglądać coś co już znam i wcześniej widziałem, a do premiery wersji na BluRay przyjdzie jeszcze poczekać.

Podsumowując, na „Przebudzeniu Mocy” bawiłem się świetnie. Wybaczam twórcom kilka niejasności i kiksów, bo jestem przekonany że kolejne części rozwiną temat i stworzą piękną całość. Do kina warto iść bez dwóch zdań!



Ocena:
 
Ogólna
95%
 
Ocena końcowa: 95%
 

 
Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.
   $$5#3... transmisja przerwana...