Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Elite Dangerous: Horizon - recenzja gry
24-10-2017, 17:53 | 1688 x przeczytano | Coswort
Elite Dangerous jest fantastyczny, przepiękny, urzekający, niewyobrażalnie olbrzymi, wciągający, oferujący dziesiątki, jeśli nie setki, godzin wspaniałej zabawy, niesamowicie grywalny i… na pewno nie dla każdego

Nie zrozumcie mnie źle, po prostu po wielu latach oczekiwania w końcu doczekaliśmy się świetnej symulacji osadzonej w, nie tak znowu odległej, galaktyce. I podobnie jak wiele lat temu, gdy ukazała się pierwsza część z uniwersum „X”, gra w umiarkowany sposób prowadzi gracza za rączkę. Może nawet mniej niż kiedyś, gdyż Elite Dangerous jako tako nie posiada gotowej kampanii dla rycerza w srebrnej zbroi (skafandrze?), który przemierza wszechświat by ocali całą galaktykę.  Jest to gra MMO osadzona w naszej rodzimej Drodze Mlecznej, która po kilku szczątkowych misjach treningowych, wrzuca nas w małym stateczku w bezmiar kosmosu, niemalże szepcząc „no dalej dziecko, dasz sobie radę”, na co jesteśmy w stanie odpowiedzieć jedynie „yyyyyy…. okej?”.

Początki są trudne, a ilość rzeczy do opanowania, wiedzy do przyswojenia, możliwości do wykorzystania, wręcz przytłaczająca. Naprawdę dawno nie czułem się jak przy spotkaniu z pożyczoną Europą Universalis bez instrukcji obsługi, próbując odpowiedzieć sobie na pytane: „czego ta gra ode mnie chce?”. Zasada jest prosta – jeśli coś nie działa, to znaczy, że robisz to źle. Jednak w przeciwieństwie do innych współczesnych gier, nie uświadczymy tu wskazówek co robimy źle i jak to zmienić. Pozostają nam dwie możliwości: albo samodzielnie uda nam się znaleźć właściwe rozwiązanie, albo możemy skorzystać z bardzo obszernej i bogatej wiedzy zdobytej przez innych graczy Elite, którzy bardzo chętnie się nią dzielą (polecam drugą opcję).

Już dawno nie pamiętam, bym musiał wyszukiwać na YouTube podstawowe, jakby się mogło zdawać, elementy rozgrywki. Lądowanie: pozwolenie jest, podwozie wyciągnięte, podejście idealne co do milimetra, a mimo to… CZEGO TY ODE MNIE JESZCZE CHCESZ?! Misja: chcę lecieć tu, dokładnie tu (zaznaczam na mapie) – „wyznaczanie trasy nie powiodło się”. Ale jak to? Misja: leć tu i tu, znajdź to i wróć z tym do nas. Banalnie proste prawda? No nie do końca, po pierwsze w danym systemie jest kilka planet, która jest właściwa? I w zasadzie jak to coś wygląda? I mam szukać tego na orbicie czy na powierzchni? Czy to wszystko oznacza, że gra została zaprojektowana i skierowana tylko do wielkich fanatyków? Biorąc pod uwagę sukces i popularność jaką cieszy się Elite – nie sądzę. Problem leży w nas, rozpieszczonych do granic możliwości w ostatnich latach przez wszelkie produkcje, które nie pozwalają nam się zgubić, prowadzą za rączkę, a jeśli czego nie możemy znaleźć przez najbliższe kilka sekund, najlepiej, żeby zaczęło świecić na czerwono.

Jednakże poświęcają jej chwilę należytej uwagi na zrozumienie rządzących nią prawideł, Elite Dangerous pokazuje swój prawdziwy potencjał. Rozpoczynamy przygodę dzięki ofiarności tajemniczego sponsora za sterami podstawowego Sidewindera. Naszym podstawowym celem na tym etapie gry powinno być nabieranie wprawy w obsłudze sterowanego przez nas statku oraz rozpoczęcie zarabiania pierwszych pieniędzy na nowy. Przez małą ładownię oaz kiepskie (żeby nie powiedzieć żadne) zdolności bojowe, najbardziej sensowną opcją są proste misje kurierskie, dzięki którym zdobędziemy pierwsze punkty reputacji oraz dość szybko będziemy mieli możliwość zmiany skromnego Sidewindera na lepszy statek. W tym miejscu będziemy mieli po raz pierwszy okazję zdefiniować się, czy chcemy zostać zwykłym handlarzem, górnikiem, łowcą nagród, odpowiednikiem Hana Solo czy też zwykłym kryminalistą, dobierając klasę pojazdu do preferowanego stylu rozgrywki. Jakiego wyboru byśmy jednak nie dokonali, musimy kierować się pierwszą i najważniejszą zasadą Elite Dangerous – nigdy nie lataj statkiem, na wykup, którego cię nie stać. Prócz ceny za sam statek i jego wyposażenie, musimy zawsze doliczyć około 10% jego wartości na ewentualny wykup, gdyby coś poszło nie tak. A o to wcale nie trudno. Bez względu na to, czy napadli nas piraci, niechcący rozbiliśmy się o asteroidę, czy nie do końca poradziliśmy sobie z tankowaniem i nasz statek spłonął w odległej gwieździe – bez pieniędzy na wykup statku i jego wyposażenia (które potrafi czasem przewyższać jego wartość) ostatecznie skończymy w początkowym, darmowym Sidewinderze, tracąc tym samym statek, ładunek i wyposażenie. Jednym słowem te kilka kredytów na koncie może nam oszczędzić utratę niemalże wszystkiego co do tej pory w grze osiągnęliśmy i warto o tym pamiętać.

Możliwości rozwoju jest mnóstwo, podobnie jak systemów, baz, stacji i planet do odkrycia. Do dyspozycji mamy Drogę Mleczną (całą!), w której rządzą frakcje i korporacje. Tylko od nas zależy z kim chcemy się sprzymierzyć, komu pomóc, a komu zaszkodzić, pry okazji realizując swoje własne cele. Niuansów do odkrycia jest nie mniej niż całej wiedzy dotyczącej mechaniki rozgrywki. Mój egzemplarz do testów początkowo zawierał jedynie podstawową wersję gry Elite Dangerous, co paradoksalnie uważam za spory plus. Gdy zacząłem „ogarniać” podstawkę, przyszedł czas na dodatek Horizons, który wnosi sporo dodatkowych elementów. Podzielenie tej wiedzy do nauki polecam każdemu stawiającego pierwsze kroki.

Prócz standardowych elementów rozgrywki jak wykonywanie misji, budowanie swojej reputacji, poszukiwanie nowych szlaków handlowych, odkrywanie nowych układów, bardzo dużą zaletą gry jest jej społeczność oraz randomowe wydarzenia, jakie stawiają przed nią twórcy Elite Dangerous aby ją zintegrować. Cyklicznie pojawiają się tzw. community goals, gdzie gracze mają realny wpływ na to, co w danej części galaktyki będzie się działo. Zmiana władzy, rewolucja, umocnienie wpływów czy przygotowania do wojny oraz możliwość wyboru po której stronie staniemy. Do tego ostatnio w grze pojawili się obcy, których zamiary gracze starają się zrozumieć i przedsięwziąć odpowiednie środki przed ewentualną inwazją. Dlatego też pomimo tego, iż gra oferuje możliwość solo play, bardzo zachęcam do zabawy online. I nie ma się co raczej obawiać, iż rozpoczynają zabawę staniemy przed potężnymi, wylevelowanymi weteranami, którzy tylko dybią na nasz skromny dobytek. Większość graczy realizuje swoje własne (lub większe dla dobra ogółu) cele i nie są zbytnio zainteresowani jakimś przelatującym Sidewinderem. Po drugie, atak bez przyczyny nie niesie dla nikogo żadnych korzyści, a może być nawet odwrotnie, gdyż początkowe systemy gdzie rozpoczynamy przygodę są dość bezpiecznym miejscem i często nie trzeba czekać długo na odpowiedź lokalnych służb bezpieczeństwa.

Elite Dangerous jest świetną kosmiczną symulacją w żywym, zmieniającym się w zależności od poczynań graczy otoczeniu. Nie jest prostą zręcznościówką na wieczór czy dwa, a grą na wiele tygodni, miesięcy czy nawet lat. Po pierwszych kilkudziesięciu godzinach znam już podstawy, przemierzyłem niemały kawałek kosmosu i nadal bawię się przednio. Za najlepszy komplement niech świadczy fakt, iż ta recenzja miała powstać dobre dwa tygodnie temu, jednakże zawsze znajdowałem powód, gdzie musiałem coś jeszcze sprawdzić, doprecyzować i wsiąkałem na długie godziny i wieczory. Zatem zadanie wykonane i do zobaczenia gdzieś, w niezbyt dalekiej, swojskiej galaktyce.


Informacje dodatkowe:
 
 

Ocena:
 
Ogólna
90%
 
Ocena końcowa: 90%
 

 


 
24-10-2017, 19:15 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4702
Świetny tekst. Ja na tą grę straszliwie się napaliłem, ale początek był dla mnie mega trudny i szybko się zniechęciłem. Teraz trochę żałuję, bo narobiłeś mi smaka. Jak Ci się znudzi to pożyczysz koledze, nie? :D


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.