Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Kingdom Come: Deliverence - recenzja gry
24-04-2018, 23:06 | 124 x przeczytano | Drag
Czy "Kingdom Come" to "Korona Królów" gier video?

W jakich pięknych czasach żyjemy, że mediach mainstreamowych trafiamy na reklamy gier, a rozmowy o gamingu pośród niegamingowych znajomych to żadne dziwy, ale coś, co jest całkiem zwyczajne. Tak było z Kingdom Come: Deliverance. Zanim po raz pierwszy odpaliłem grę i wciągnąłem się w świat średniowiecznej Bohemii, czeskich ziem nękanych najazdami, zabobonami i nędzą – o grze mówiło się niemal wszędzie. Odpowiedź na pytanie zadane w tytule - w epilogu.

 


O KCD napisano już chyba wszystko, że symulacja wieśniaka, że Dungeons, no Dragons, że super realistyczne walki, że za trudna, że nie ma zapisów gier, że są wkurzające utrudnienia – generalnie co gracz to opinia. Na dłuższą metę nie ma to większego sensu, bo minus dla jednego, oznacza plus dla drugiego. Dlatego, aby nie przedłużać, pozwolę sobie na podsumowanie kilku aspektów gry.


1. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus... czyli świat gry.
Nie jestem historykiem, ale to, co uderza od początku to swoisty realizm historyczny wykreowany w czeskiej produkcji. Oczywiście nie jestem żadnym autorytetem w tej dziedzinie, ale wykreowany świat jest niezwykle wiarogodny, prawdziwy i szczery. Mamy początek XV-wieku, na ulicach krzątają się przekupki, żebracy, chłopstwo i uboga szlachta, a nasz bohater, umorusany od stóp do głów we wszechobecnym błocie, przemierza dzielnie ten boski padół. I to właśnie za wykreowany świat należy się ekipie WarHorse największe uznanie. Duży plus numer jeden.


2. Nec Hercules contra plures
O Kingdom Come mówi, się, że to symulator średniowiecznego chłopa. Jest to niezbyt
precyzyjne uproszczenie. Zaczynamy jako syn i pomocnik wysoce wykwalifikowanego kowala, ale życie rzemieślnika nie jest nam pisane - ciągnie Henryka do pobliskich kurwidołków, miast cierpliwie kuć żelazo i uczyć się fachu. Wkrótce zaczyna się akcja właściwa, a my możemy wciągnąć się w wir przygody, czyli w przetasowania na tronie czeskiego królestwa, które najbardziej (jak zwykle) dotykają tych maluczkich, czyli zwykłych ludzi, takich jak bohater gry. Jest to wszystko bardzo wiarygodne i plus za świat już był, drugi plus należy się realizmowi walki. Nie jesteśmy od razu wypasionym rycerzem. Wręcz przeciwnie, nie poradzimy sobie z chłopem uzbrojonym w solidne drewniane widły, a jak napadną nas zbóje czy inne oprychy, lepiej jak Heniek weźmie nogi za pas, Herkules dupa, kiedy ludzi kupa.


Dopiero po wielu nieudolnych pojedynkach i treningach, osiągamy poziom, który sprawia, że nasze potyczki nie wyglądają żenująco. Za system walki, realizm gry w tym aspekcie należy się drugi duży plus. Walka w KCD to nie bezrefleksyjne klikanie na czas, każdy pojedynek, zwłaszcza na początku, to spory stres dla nas i jeszcze większy dla biednego Henia. Nie jestem do niego w pełni przekonany, ale na pewno jest oryginalny, trudny i ciekawy. Istotne są nie tylko kierunki natarcia, ale i sam rodzaj broni, nasze statystyki, statystyki broni, i rodzaj pancerza, jaki mamy na sobie i jaki ma przeciwnik. Nie jest tak, że wypasiony miecz wystarczy na każdego, przykładowo na rycerza zakutego w zbroję płytową lepszy będzie buzdygan czy młot niż wspomniany miecz. Wszystko dlatego, że miecz jest słabym obuchem. Niby oczywiste, a jednak.


3. Jedz, módl się, kochaj (też się)
Nasz bohater musi spać, jeść, umyć się - co na początku jest trochę trudne i uciążliwe, ale po kilkudziesięciu godzinach włączają się pewne automatyzmy. Jemy jak widzimy darmowy gulasz, myjemy się przed każdą ważniejszą rozmową czy randką, a śpimy jak jest noc, bo i tak w nocy nic nie załatwimy, nic nie kupimy, bo kramy pozamykane a większość NPC i tak kima.

Jest to ciekawy mechanizm, który ma za zadanie nadać grze realizmu, ale jaki to realizm, w którym zjedzenie worka marchewek czy czapki jabłek całkowicie nas zaspokaja? Mechanizm mocno umowny i raczej mający uprzykrzyć i skomplikować granie. Podobnie jak psujące się jedzenie i ekwipunek. Żarcia na zapas nie opłaca się kupować, bo zwyczajnie się popsuje podobno ekwipunek ulega zniszczeniu. Więc trzeba się nie tylko regularnie myć i od czasu do czasu naprawiać ekwipunek. Po kilkudziesięciu godzinach w ogóle nie kupowałem jedzenia, kręciłem się między miastami i wioskami, gdzie zawsze znalazła się darmowa pełna micha gulaszu. Tutaj nie dam ani minusa, ani plusa. Jest to pewne novum, ale bardziej jest to uprzykrzenie niż coś fajnego, z drugiej strony przyzwyczajamy się do tego, więc minus byłby na wyrost. Bez oceny.


4. The name is Radzik. Radzik Kobyla.
Gra jest fantastycznie zdubbingowana na Język angielski, sam Henryk może i bywa nieco irytujący przez swoją naiwność (zapominamy o jego niskim pochodzeniu?), ale inni bohaterowie zagrani są fantastycznie, wiarygodnie i po prostu dobrze. Dialogi nie są nużące, są ciekawe, wciągające i zawsze dodają coś do prowadzonej historii. Szkoda, że wydawca nie pokusił się o pełną lokalizację, o którą aż się prosi. Akcja gry dzieje się u naszych sąsiadów, miejscowości w jakich się poruszamy brzmią bardzo swojsko, bohaterowie także nazywają się dziwnie znajomo, tylko to się kupy nie trzyma, kiedy wypowiada to aktor czyściutką angielszczyzną. Okazjonalne „kurwa” to za mało. Z przyjemnością bym zagrał w KC:D z czeskim dubbingiem i polskimi napisami, z językiem angielskim w tle, całość traci bardzo dużo na wiarygodności. Szkoda. Minus.


5. Co ja patche?
Największym minusem gry są błędy. Wielkie błędy, które nie są naprawiane przez wielkie patche. Na początku jak i na końcu zdarza się, że koń utknie w trawie, nie przeskoczy ławki, ludzie chodzą bez głów – to jeszcze pół biedy. Gorzej jak zatnie się quest i będzie trzeba powtarzać fragment gry od nowa.
Czasami większy fragment jak nie zapisywaliśmy często. Nie wiem, czy to przez mniejszy zespół, presję wydawnictwa czy brak solidnych beta testów, ale błędy w grze i coraz dłuższe ładowanie lokacji i tekstur bardzo bolą.


6. Epickie bitwy, godne podwórka w podstawówce
Nie ma epickich bitew w KCD, na które tak czekaliśmy. Chyba silnik by ich nie uciągnął a może twórcy szykują nam coś specjalnego? Największe pojedynki to kilkudziesięciu chłopa naparzający się bez większego ładu i składu. O ile pojedynki kameralne 1v1 są wspaniałe, o tyle te masowe wyglądają fatalnie. Mało tego, nie trzeba brać w nich udziału. Lepiej stać z tyłu i łoić z łuku, bez żadnych konsekwencji fabularnych. Nie warto ryzykować utraty zdrowia podczas masowej walki, by na na spotkanie z bossem być w pełni sił. Duże niedopatrzenie.


Epilog
Czy "Kingdom Come" to "Korona Królów" gier video? Nie. Nikt tu nie biega z plastikowym mieczem, dialogi nie są pisane na kolanie, a wizualność świata przedstawionego nie trąci myszką. KCD to nie „Korona Królów”, ale czasami bardzo, bardzo by chciała. A szkoda, bo to bardzo ciekawa produkcja, szkoda, że dziurawa.


PS. Grając i weryfikując militarny i handlowy aspekt Kingdom Come posiłkowałem się książką Michała Bogackiego „Broń Wojsk Polskich w okresie Średniowiecza” wyd. Replika, 2009.

 

Przemek "Drag" Esik


Informacje dodatkowe:
 
 

Ocena:
 
Ogólna
65%
 
Ocena końcowa: 65%
 

 


 
24-04-2018, 23:18 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4702
Przemek, jak zawsze świetna recenzja. Ja nie do końca zgadzam się z oceną bo dałbym mocne 80%. To duża, trudna i rozbudowana produkcja i studio WarHorse nie poszło na łatwiznę. Takie eRPeGi to kawał trudnej roboty. Z drugiej strony błędów rzeczywiście sporo. Ja niestety zagrałem w sumie zaledwie kilka - kilkanaście godzin. Nie mam kompletnie czasu teraz na tak długie produkcje. Ale na PS4 łupało mi się bardzo przyjemnie.


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.