26-07-2005, 11:17
mmr 2228 x przeczytano
Wit Szotak po raz kolejny zabiera nas w Smoczogóry. Tym razem udajemy się do eremu boga Los, gdzie stary Ropuch snuje swe opowieści. Robi to, trzeba przyznać niezwykle, pięknym językiem godnym Leśmiana lub przynajmniej Białoszewskiego, pełnym ozdobnych neologizmów, przyprawionym szczyptą ironii. Mniej jednak chodzi o to jak, a o to co opowiada.
A historie te są niezwykłe. Z pozoru błahe, bez wielkich herosów, bohaterskich questów i ratowania świata w każdy piątek. Jednak już pierwsza z nich zaczyna budzić w nas niepokój. W miarę czytania narasta on, aż wreszcie czytelnik gotów jest wznieść oczy ku niebu i krzyknąć z rozpaczą „O co tu chodzi?!?!”. I to jest najważniejsze pytanie.
Każda bowiem ględźba zawiera w sobie coś. Tym czymś może być dylemat, problemat, a nawet dyskurs. Nie na darmo autor jest filozofem i ową filozofię usiłuje nam przekazać. I gdy już wiemy, co jest grane, spokojnie możemy wrócić do lektury i wspólnie z Szostakiem przemyśleć czy wręcz przedyskutować kilka problemów dręczących ludzkość od dawna. Oczywiście są to problemy różnego kalibru i wagi – od teorii spiskowych po problem tożsamości czy teatrum mundi i topos Księgi. Niektóre muśnięte, niektóre w kolejnych opowiadaniach wracają ukazując nam drugie (i kolejne) dno. Albo możemy też nałożyć sobie filtr na filozofię i kontentować się samą ględźbą, tym jak przebiegają losy jej bohaterów i w jaki sposób są opowiedziane.
Szkoda tylko, że gdy dylemat ustępuje miejsce ględźbie właściwej zanika gdzieś ów rozkoszny język. Przestają się pojawiać „burmuszący się starcy równowieczni górom i lasom”, „zamrumlane miasta poranniejące nieelegancko” czy inni „niedomarszczeni jak na swój wiek a posędziwiali raptownie i rozrzutnie” bohaterowie. Ale cóż, nauka wymaga poświęceń.
A gdyby ktoś chciał „Ględźby Ropucha” umiejscowić na wielkiej mapie literatury powinien ich szukać w trójkącie stworzonym z „Perfidii” Łysiaka, „13 bajek z królestwa Lailonii” Kołakowskiego i „Cyberiady” Lema. Jeżeli się tam w ogóle zapuszcza, boć to teren co nie każdego czytelnika chętnie gości.
Recenzja: Michał M. Rokita
Autor: Wit Szostak
Tytuł: Ględźby Ropucha
Wydawnictwo: Runa, Warszawa 2005
Stron: 217
Okładka: miękka
|