11-08-2005, 14:19
mmr 2440 x przeczytano
Nic na to nie poradzę – lubię babską literaturę. Lubię czasem przeczytać książkę, w której intryga i dialog zastępują szczęk broni, a opisy - hektolitry płynów ustrojowych. „Ostatniego Smoka” przeczytałem więc bez oporów, a nawet z ciekawością. Nie była to jednak ciekawość „jak się skończy”, bo to można łatwo przewidzieć, ale raczej w jaki sposób do tego końca dojdzie. Bowiem jak przystało na rasowego „harlequina”, nie chodzi tu o jakąś rozbuchaną fabułę, a raczej o przeżycia głównej bohaterki, przy których młodsze czytelniczki powiedzą „ojej”, starsze westchną z rozrzewnieniem, a mężczyźni mrukną pod nosem „młode to, to głupie” i kolejny raz zastanowią się nad płodzeniem córki.
Bo taka jest nasza bohaterka, Lyllana. Panienka wysoko urodzona, wychowana na dworach, przyzwyczajona do etykiety i „ąsów, ansów”, z głową nabitą opowieściami o bohaterach i książętach na białych rumakach. Los jednak rzuca ją w środowisko, o którym mętnie zdaje sobie sprawę, że istnieje - między prostych ludzi, którzy za nic mają jej status i pozycję społeczną. I dalej jest już prosto. Tajemniczy wieśniak wybawia ją z opresji, ona najpierw się gniewa, potem zakochuje, on jej nie chce, ona się znowu gniewa, potem on się zakochuje, ale ona się nadal gniewa, więc on się złości, wtedy jej przechodzi, potem jemu przechodzi, jego sekretna tożsamość wychodzi na jaw, ale ona tego nie wie, bo w tym czasie robi mnóstwo głupich rzeczy, kiedy już prawie mają być razem nie zgadza się jej ojciec, na szczęście pod ręką akurat jest dobra wróżka i tak dalej, i tak dalej... Przyznacie, nic zaskakującego. Może dlatego pojawia się też druga postać kobieca, Wiedząca - Riala, typowa „kobieta z przeszłością”, która spotyka swego „mężczyznę po przejściach”. Ta miłość jest równie trudna, również obfitująca w dramaty, zwroty akcji i inne stałe składniki uczuć dwojga ludzi.
Co zatem może skłonić do przeczytania tej książki? Język. Nie język postaci, bo te niezależnie od swego stanu mówią praktycznie tak samo (dzięki czemu, jak przyjdzie co do czego, bez kłopotu się dogadują), ale ten którym książka jest napisana. A jest to język bardzo ładny, zgrabny, płynny, który czyta się przyjemnie i bez trudu. O ile ktoś nie ma po „Panu Tadeuszu” wstrętu do opisów, które pojawiają się często-gęsto.
Podsumowując: miło napisana książka o uczuciach i o dojrzewaniu tych młodych i tych starych (pomijając te kilka postaci, które ze strony na stronę nijaczeją). Lektura w sam raz na lato. A że podparta stereotypami? Któż jest od nich wolny...
P.S. A jeśli ktoś dalej nie jest pewien co jest wyznacznikiem literatury kobiecej, to podpowiadam: Stagnacja w królestwie uwidacznia się tym, że nie zmienia się krój kobiecych sukni.
Recenzja: Michał M. Rokita
Autor: Iwona Surmik
Tytuł: Ostatni smok Agencja Wydawnicza RUNA
Warszawa 2005
Stron: 423
Okładka: miękka
Ocena: 3/5
|