Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Pyrkon 2010 - relacja
30-03-2010, 10:34 | 8773 x przeczytano | Xweet

Poszukiwany przez wszystkie służby porządkowe. Naćpany (guaraną i kofeiną) szaleniec w prześcieradle i z doczepioną brodą. Kpt. Xweet wyruszył do Poznania na Pyrkon.

Na miejsce dotarł w okolicach 15:00 w piątek 26. marca. Odesłany do budynku C (jako że całość imprezy w trzech budynkach miała miejsce) stał w kolejce, aby po kilkunastu minutach biec z tłumem do budynku B. I stał tam 1,5h aż musiał gżdacza znajomego złapać i ominąć kolejkę, aby przygotować się w niecałe pół godziny do prelekcji o Transmetropolitan. Ubrawszy się w prześcieradło i brodę obiegł liczącą sobie wiele osób kolejkę, która miała stać do nocy samej.

Przez godzinę tłumaczyłem, czym jest Transmetropolitan, zbyt często, przyznaję się bez bicia, odwołując się do przykładów z fabuły. Jednak, jako że większość stała w kolejce, a ja miałem mętlik we łbie, to może być mi wybaczone.

Później nastąpiła pielgrzymka na pizzę, kawałek od konwentu, aby nie umrzeć z głodu i wieczorem, po przywitaniu się z ludźmi udałem się na spotkanie autorskie Mai Lidii Kossakowskiej, gdzie w wielkiej Sali pełnej ludzi, biedna autorka musiała się bardzo starać, aby było ją słychać. Niestety nie dało rady i wiele osób, które nie dotarły na czas musiały wyjść (chyba że umiały czytać z ruchu ust). Dlatego po parunastu minutach, w sali bez dobrej wentylacji i bez nagłośnienia polazłem po torbę, z zamiarem nocowania w budynku C (miał ciszę nocną, zaś B nie, a ja stary jestem i wyspać się chciałem). O 22:00 wszedłem i w radosnym potoku poprowadziłem prelekcję (a raczej stand up). Większość nie przeraziła się moim specyficznym stylem. Parę osób wedle wieści gminnej poszło do Orgów mówiąc, iż jestem naćpany po uszy i przez następne dni miano na mnie polować z zamiarem wykopania mnie z konwentu. Pigułki jakie łykam to naturalna guarana i pozwalają mi na przytomność umysłu. Jednak ważniejsza jest prelekcja. Jako że ludzie reagowali, a kolega zwanym Harrym włączył się, to można całość uznać za sukces. Potem zająłem miejsce na podłodze i mimo pielgrzymek ludu z Krakowa dało radę spać.

I nastał dzień drugi, i po śniadaniu oraz prysznicu, z wodą tak zimną, iż genitalia wskakiwały do miednicy, udałem się oddać krew, razem z przyjacielem Aeriusem zwanym. Kolejki nie było. Kiedy zaś spojrzałem przez okno z igłą w żyle, to tłumek był zacny. I pragnę każdej z tej osób, nawet jeśli nie przeszła testów, podziękować za udział w inicjatywie. Jesteście V-zajebisci! Następnie, z racji braku konceptu co ze sobą zrobić udałem się do Green Roomu, wypełniłem papierek, iż sesję robię (wizyta pierwsza, a podobno poszukiwany byłem). O 13:00 udałem się na spotkanie z imć Jackiem Komudą, który ciekawie mówił nie tylko o tym, co w drugim tomie Samozwańca czy jakie ma pomysły na kolejne książki, ale też polecił kilka pozycji o Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Zebrani słuchali z zainteresowaniem zaś po spotkaniu imć Komuda rozdawał autografy, z czego skorzystałem. Po 14:00 znów do pokoju pełnego Orgów udałem się, aby klucz odebrać i ruszyć prowadzić sesję w Neuroshimę. Kilka godzin i Gracze, którzy zacnie dawali sobie radę i ogarniali temat zostali wymordowani (w czym aktywny udział miał Aerius). Ja zaś udałem się na konkurs o przeżyciu Zombieapokalipsy. Pytania mi z Facebooka znane były w większości, jednak tłum był taki, iż wejść nie dało się. Z racji braku tlenu i pół litra krwi, ruszyłem na zewnątrz. Nastał wieczór i Xowe życie osobiste wycięło mu kawałek konwentu. Następnie udałem się do hotelu, aby jak przystało na Słowianina udzielić błogosławieństwa i napić się miodku pitnego.

I nastał dzień ostatni. Jako że wieczorem późnym proszono mnie abym stawił się po odbiór nagrody za udział w głosowaniu na koszulkę, to udałem się tam i zostałem zbesztany (czy jak kto woli pouczony), iż mam wyraźniej zaznaczać kiedy żartuję albo nie żartować o narkotykach. Pewnikiem będę umieszczał adnotację do prelekcji, gdzie luźniej się zachowuję, aby takich niejasności nie było. Sytuacja mimo wszystko całkiem zabawna. Jako że prelegentów nieco pomór potraktował, to jeden z Orgów napisał mi przypomnienia o mej prelekcji, co pomysłem było dobrym (ja nie zapominam, ale widocznie inni prelegenci tak). Do sali wchodząc, na parę minut przed swą prelekcją niemal nie oberwałem nunczakiem. Pokaz walki bronią, z tego co zaobserwowałem, cieszył się wielkim powodzeniem. Jednak salę dostałem. Przez dwie godziny, na poważnie, mówiłem o mitologii Słowian i tym jak wygląda to we współczesnym świecie. Rzeczowe pytania, kilka osób będących w temacie, miła atmosfera. Następnie podałem mail na tablicy na wypadek zainteresowania i ruszyłem odebrać nagrody (to znaczy wymienić Pyrfunty) i ruszyłem do domu.

Podsumowując, poza zamieszaniem z akredytacją całość mile wspominam. Nocarze robili klimat bez zbędnego lanszenia się, ludzie leżeli wszędzie, sale były przepełnione, a ja dostałem nauczkę, iż jak czegoś się nie powie dużymi literami, to ktoś źle pojmie. Czy wybieram się za rok? Prawdopodobnie.

Xweet, najbardziej poszukiwany człowiek Pyrkonu.

 
Autor: Rafał „Xweet” Chodzicki
Redakcja: Marcin „Sharn” Byrski
 

Informacje dodatkowe:
 
 

 


 
31-03-2010, 22:16 | Sharn | Komentarzy w sumie: 1071
Dzięki za linka. Miło pooglądać ;]


 
31-03-2010, 16:43 | Ared | Komentarzy w sumie: 19
No to Ja ten tego dodam do tejże tutaj jakże wspaniałej relacji z Pyrkonu na którym udało mi się zawitać niestety tylko na jeden dzień link do zdjęć:
http://picasaweb.google.pl/PioCzyliJa/Pyrkon_2010#
A to po to co by Ci co ich tam nie było co by żałowali i wybrali się za rok ;)


 
30-03-2010, 18:08 | Xweet | Komentarzy w sumie: 16
Nie jestem narkomanem.
A teraz proszę mi podać moje pigułki i oczka karibu ;)


 
30-03-2010, 16:41 | fascynacja_P | Komentarzy w sumie: 40
relacja a jakże Xweetowa ;) OD P do . :)


 
30-03-2010, 14:02 | ARTUT | Komentarzy w sumie: 4706
Hehe... fajna relacja narkomanie :)


Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.