Valkiria Network

Terminal Główny Militarnej Sieci Valkiria to miejsce gdzie znajdziesz najnowsze informacje ze świata ogólnie rozumianej rozrywki, fantastyki i gier wideo. Poznaj nową... Lepszą Rzeczywistość! Chcesz wiedzieć więcej?

Slaider 01

Federacja V-Sieci

Valkiria Network skupia wiele stron tematycznych o różnorodnej tematyce, w tym: grach wideo, technologii, historii, literaturze i fantastyce. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 02

Dołącz do V-Sieci

Zarejestruj się w Valkiria Network! Przeglądaj i komentuj publikacje, dołącz do V-Game, zostań współpracownikiem lub redaktorem MSV. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 03

Zagraj w V-Game

Każdy użytkownik MSV w swoim profilu znajdzie zaimplementowaną grę przeglądarkową w klimacie V-Sieci. Załóż mundur i ruszaj na misję. Chcesz wiedzieć więcej?

Slider 04

Holy Potatoes!

Nasze bohaterki to ziemniaki, a cała galaktyka to jeden wielki warzywny targ. Dobry humor, kosmos, walka, dobra fabuła, to właśnie Holy Potatoes! We're in Space?!

Slider 05

Torment: Tides of Numenera

Mógłbym pisać długo o Torment, szczegółowo opisując jego fenomenalnie rozbudowany świat, przyrodę, postaci, czy fabułę, ale po co, skoro Wy sami możecie tego doświadczyć.

Slider 06

Legendarne Auta PRL

Zobacz zapowiedź nowej serii kolekcjonerskiej "Auta PRL" z klocków COBI. Wyjątkowe modele w skali 1:35 to idealny prezent dla każdego fana motoryzacji!

Slider 07

Necropolis: Brutal Edition

Ta gra to totalny, bezgraniczny i nieprzebrany skarbiec FE-NO-ME-NAL-NEJ zabawy, który otwiera się tak naprawdę dopiero w grze wieloosobowej.

Slider 08
Relacja z Coperniconu
29-09-2015, 18:21 | 2345 x przeczytano | Ilka
Copernicon, Copernicon i po Coperniconie.

Weekend jak zawsze okazał się za krótki na wszystko i wszystkich i - jak zawsze - za szybko trzeba było zataszczyć manatki na dworzec, by złapać pociąg do domu.  Toruń pożegnał nas chłodem i siąpiącym deszczem, jakby już tęsknił za fantastyczną bracią, PKP klasycznie było zapchane, a życzenia nowego składu okazały się płonne. Teraz, gdy walizka już pusta i zaanektowana na łóżko przez kota, pamiątki schowane do pudła pełnego swoich pobratymców z innych imprez, a brak snu nadrobiony czas powrócić jeszcze na moment do Torunia … a może, wzorem pewnej rudej pisarki powinnam nazwać go Thornem? Był przecież magiczny, nawet jeśli tylko przez weekend.

 

W dniach 18-20 września Toruń na trzy dni porzucił Maskaradę i zmienił się w pełen magii Thorn, przyciągając brać fantastyczną wszelkiej maści z każdej strony kraju. A i pewnie spoza jego granic ktoś by się znalazł. Szacowne mury Collegium Maius i Collegium Minus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, a także budynek Centrum Sztuki Współczesnej oraz Młodzieżowy Dom Kultury na kilkadziesiąt godzin ugościły rzeszę ludzi i ras zgoła odmiennych, prelegentów, pisarzy, cospleyerów, graczy, wystawców, twórców, rysowników, mangowców, otaku, masę gżdaczy, trochę patrolu, orgów oraz wszelkie miniony i pomioty tychże zgromadzonych. Oraz dwie wystraszone szeregowe Valkirii. Nieco chaotycznie, ale tegoroczna odsłona Coperniconu utrzymana była w duchu pirackim, zatem JO - HO, butelka rumu i ku Chwale!

 

A tak właściwie, czemu przy akredytacji nikt nie dał nam rumu…..? Skoro jednak o niej mowa, akredytacja odbywała się w dwóch budynkach - Collegium Maius i Collegium Minus. Oba punkty były czynne od piątku od godziny trzynastej, a jakaś mądra dusza poprowadziła osobne kolejki dla gości i mediów, dla twórców programu oraz dla uczestników imprezy, co znacznie ułatwiło życie wszystkim. Ponadto twórcy programu zaczynający zaraz po otwarciu konwentu mogli zaakredytować się ignorując kolejkę. Którą- dłuższą niż na kilka dusz -  prawdę mówiąc widziałam tylko raz, sobotnim przedpołudniem, a i wtedy akredytacja szła szybko, zgrabnie i bez kolejkonu.

Wystraszone szeregowe Valkirii również odebrały swoje akredytacje bez najmniejszego problemu - swoją drogą, czemu pytaliście nas o wiek? - i odmaszerowały na obiad w towarzystwie Patrolu. Punkty programu i tak zaczynały się dopiero o szesnastej, a głodna szeregowa to zła szeregowa.

 

W czasie, gdy próbowałyśmy tak zachwalanego przez pewnego Jeża z Patrolu menu Manekina - swoją drogą, podają porcje dla oficera po służbie, a nie szeregowej z żołądkiem w supełku - na Copernicon docierało coraz więcej uczestników. I chociaż punkty akredytacyjne działały prężnie, to pojawił się niewielki zgrzyt w postaci godzin otwarcia sleeproomów - ruszały o 18 co znaczyło, że po odebraniu wejściówek trzeba było z manatkami chwilę się powłóczyć. Ponadto coroczny sleeproom był w remoncie, Orgowie postanowili więc ułożyć do snu uczestników w dwóch innych budynkach – w Szkole Podstawowej nr 1 oraz Gimnazjum nr 21. Jeden z nich był oddalony o około kilometr od terenu konwentu, w drugim zaś nie było pryszniców. Żadna z nas w sleeproomie nie nocowała, nie mamy więc własnych doświadczeń w tej kwestii, ale sykanie od strony uczestników do Orgów za te zgrzyty było - z tego co zaobserwowałyśmy - niewielkie i nie spędzało snu z powiek doświadczonym bywalcom sleeproomu. Jeśli idzie o racje żywieniowe - budynki, w których odbywał się Copernicon oddalone były o pięć minut spaceru od rynku, a tam od wyboru do koloru knajp, sklepów, barów, restauracji i innych źródeł pożywienia. Co miłe, w wielu miejscach dla uczestników Coperniconu przewidziane były zniżki. Zawsze to więcej kredytów zostaje w kieszeni, by przehulać je na Targowisku.

 

A to złe miejsce. Mroczne. Zgubne. Miejsce, gdzie zostawiamy ciułane przez ostatnie miesiące kredyty, wyłuskując ze skarpety te na najczarniejszą z czarnych godzin, by dołożyć do kompletu kolejną książkę  koszulkę  /kubek / pluszaka / tu wpisz własną opcję. Targowisko. Przy wejściu prawdopodobnie ktoś za niewielką opłatą powinien sprzedawać śliniaki. Interes życia, lepszym jest tylko kawa przy punkcie akredytacji.

Samych wystawców Orgowie ulokowali w Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie na piętrze się w tym samym czasie co Copericon odbywał się Starforce - goście obu imprez mogli nacieszyć do woli oczy i zasmucić do woli portfele wśród wystawionych stoisk. Bardzo przemyślanym rozwiązaniem było udostępnienie targowiska dla wszystkich, nie tylko uczestników konwentu, zwłaszcza że samo miejsce przyciągało gapiów z uwagi na ilość kręcących się tam cosplayerów w - trzeba im to oddać - naprawdę dobrze zrobionych kostiumach.

 

Gdy człowiek już się zaakredytował, rozłożył swe legowisko wśród współplemieńców, najadł i napił, uzupełnił poziom kofeiny we krwi oraz pozostawił ciężko uciułane kredyty / guziki /kapsle / sztuki złota i wszelkie inne środki płatności na Targowisku nadszedł czas na to, co wszyscy lubimy najbardziej - PROGRAM. A tu, jak i w poprzednich edycjach każdy znalazł coś dla siebie. Można było i pójść na poważny panel dyskusyjny i na lekką prelekcję i na wywołujący ból przepony konkurs, znalazły się też spotkania z zaproszonymi gośćmi i dyżury autografowe pisarzy, pokaz strojów, nocne projekcje, sesje, LARPy a i komu mało, ten mógł dobić się w game roomie albo knajpie konwentowej. Osobiście wybrałyśmy się głównie na prelekcje Valkiriowe, miałyśmy też niecny plan uczestnictwa w spotkaniu autorskim z Panem Pilipiukem, jednak bycie na miejscu o czasie nie gwarantowało wciśnięcia do sali czubka nosa. Należało być minimum godzinę wcześniej.

Przeglądając rozkład programu, prócz jego różnorodności dało się zauważyć kolejny mądry pomysł układających go osób - prelekcje 18+ nie zostały, jak w zeszłym roku, upchnięte w godziny późnonocne, żeby nie nazwać ich wczesno porannymi. Spokojnie dostały miejsce w popołudniowej części programu - prawdopodobnie idąc zgodnie z logiką, że skoro i tak sprawdzimy uczestnikom dowody na wejściu to nie ma różnicy, czy będziemy mieć tą prelekcję o seksie o 14 czy o 24. Miło. Rozsądnie. Do tej pory pamiętam zeszłoroczne oczekiwanie na prelekcję o północy.

 

Gdy pociąg powoli ruszał, a Thorn na powrót stał się ukrytym za Maskaradą Toruniem wiedziałam, że za rok też będziemy. Dlaczego? Bo to cudownie mały konwent, stanowiący odskocznie od gigantów pokroju Pyrkonu, ale nie ustępującym im pod względem wykonania. Bo nigdy nie czuć tu tłumów, chyba że akurat to sala prelekcyjna. Bo - od strony praktycznej - cudownie współpracuje się z tamtejszymi Orgami. I bo to miasto ma w sobie coś magicznego. Wracając sięgnęłam po historię pewnej rudowłosej wiedźmy osadzonej właśnie w Toruniu. Coś w tym jest, powiem wam. Jeśli kiedyś trafię na bramę do Thornu, nie zdziwię się.

Jedyne czego bym sobie życzyła za rok to większego targowiska. Ciułane kredyty nie mogą się przecież zmarnować.

 

Informacje dodatkowe:
 
 

 
Skomentuj:
Nie posiadasz uprawnień by dodawać komentarze.