12-07-2005, 18:15
Inkwizytor 3491 x przeczytano
Niedawno, nakładem wydawnictwa Runa, ukazała się książka Krzysztofa Piskorskiego pt. „Opowieść piasków - Wygnaniec”. Już wkrótce zapoznać się będziecie mogli z recenzją tej powieści, a teraz proponuję lekturę wywiadu z jej autorem.
Mateusz Budziakowski: Nie jest to tak do końca Twój pisarski debiut - wszak parę rzeczy już napisałeś (m.in. grę RPG „Władcy Losu”). Niemniej - dlaczego właśnie powieść, i dlaczego w takiej konwencji - świata pseudorabskiego?
Krzysztof Piskorski: Dlaczego powieść? Właśnie dlatego, że (jak zauważyłeś) "coś" już tu i tam wydałem. Popełniłem sporo opowiadań, z których kilka wyszło drukiem, stworzyłem masę tekstów do RPG. A że bardzo lubię pisać i piszę dużo, powieść była logicznym krokiem naprzód. Wiesz, od małego chciałem zostać pisarzem. Opowiadania i scenariusze, czyli pierwsze formy, z jakimi się zmierzyłem, były w dużym stopniu treningiem w tym kierunku.
Chciałem wyrobić sobie styl, zdolność konstrukcji ciekawych fabuł i uniknąć tego, co spotyka często autorów, którzy od razu rzucają się na głęboką wodę - czyli odkładania do szuflady kolejnych powieści, po tym jak odrzuciły je wszystkie wydawnictwa. Zdradzę jednak, że na początku „Wygnaniec” nie był pisany z myślą o publikacji. Sądziłem, że jako pierwsza powieść może być na to za słaby. Okazało się jednak inaczej.
Gdy po skończeniu połowy tekstu siadłem sobie z kawą w fotelu i przeczytałem to wszystko, doszedłem do wniosku, że wygląda naprawdę nieźle! Gdy kilka osób to potwierdziło, zacząłem się kręcić za wydawnictwem. Jak się to skończyło - wszyscy wiemy.
A dlaczego świat paraarabski? Krótko mówiąc chodzi o to, że w fantastyce strasznie mierzi mnie sztampa. Nie da się ukryć, że sporo książek, szczególnie zachodnich, to swoista "fantastyka bez fantastyki". Bo czy fantastyką można nazwać zlepieniec ułożony z cudzych klocków? Dla mnie w tego typu literaturze liczy się wyobraźnia, śmiałe czy ciekawe wizje. Ciężko choruję, gdy muszę przeczytać kolejną opowieść o klnącym krasnoludzie, zwinnym elfie, tajemniczym magu i tym podobnych archetypicznych typkach. No i gdy poznaję kolejne uniwersum, które od reszty różni się tylko nazwami miast i rzek.
No, ale to nie wyczerpuje tematu, bo przecież mógłbym równie dobrze zrobić fantasy eskimoskie, azteckie, chińskie, czy jakiekolwiek inne. Wymyśliłem historię w świecie wzorowanym na Bliskim Wschodzie, bo poznałem tę kulturę i zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Dwa lata studiowałem archeologię i w tym czasie zdążyłem się naczytać arcyciekawych źródeł. Zresztą zawsze uważałem, że historia świata islamskiego to bardzo interesująca i mało znana działka. Wiesz - geniusze pokroju Razesa, czy Ibn'Siny, zaawansowana medycyna i matematyka, naukowe podejście do alchemii, które położyło podwaliny pod nauki chemiczne, rakiety, mechaniczni służący i insze wynalazki. No a poza tym naprawdę ciekawe społeczeństwo, co szczególnie mnie poruszyło, bo bardzo lubię czytać i pisać o ludziach, którzy mają zupełnie inny sposób myślenia i system wartości niż my, współcześni Europejczycy.
Dużym grzechem fantastyki wydaje mi się fakt, że jest koszmarnie uwspółcześniona, wyprana z kolorytu dawnych epok. Postacie u wielu pisarzy zachowują się i mówią całkiem współcześnie - chciałoby się wskazać Sapkowskiego, ale nie on był pierwszy i na nim się to zjawisko nie skończyło. On przynajmniej robił to z gustem, więc jako grzech mu tego nie poczytuję, w przeciwieństwie do Tych Których Imion Nie Będę Wymawiał. W każdym razie próbuje się to zawsze wciskać pod szyld postmodernizmu, ale mi się zdaje, że często chodzi o zwykłe lenistwo i brak czasu / ochoty na poznanie epoki, na której pisarz się wzoruje.
Jednym słowem - pójście na łatwiznę. Szczególnie koszmarni są pod tym względem twórcy anglojęzyczni, ale to temat na inną bajkę.
MB: Twoja książka zwróciła moją uwagę przede wszystkim barwnym językiem i kwiecistymi dialogami. Skąd czerpałeś inspiracje? Których pisarzy uważasz za swoich mistrzów?
KP: Uff... Będzie tego trochę, bo staram się czytać wszystko, co tylko wpadnie mi w łapy. Podejdę więc do zagadnienia systematycznie: jeśli chodzi o dialogi, to moje inspiracje są nietypowe, jak na twórcę fantasy. Absolutnym guru na tym polu jest dla mnie Kurt Vonnegut, a spory wpływ mieli także Joseph Heller, czy John Irving. Jak widać nie ma tu żadnej fantastyki, ale przyznam, że dialogi Sapkowskiego, czy Ziemiańskiego też zrobiły na mnie duże wrażenie. Jednak równie ważny jak lektury był mój staż w RPG. Gdy dużo grasz i prowadzisz, masz wielki kontakt z dialogiem oraz językiem. Zdobywasz masę zdolności przydatnych w pisarstwie. No ale miało być o wpływie literatury, więc na razie nie zbaczam w ten temat..
Jeżeli idzie o język, to oczywiście muszę wspomnieć Tolkiena. Uważam, że to właśnie niesamowity styl czyni jego prozę tak dobrą. Poza tym mogę wymienić jeszcze Franka Herberta, Jacka Dukaja („Inne pieśni” na pewno trafiłyby do trójki moich ulubionych książek), Annę Brzezińską (uwielbiam jej "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny" oraz "Wody głębokie jak niebo"). Co jeszcze miało wpływ na mój język? Może zabrzmi to dziwnie, ale Lovecraft i Howard - po książki tych panów sięgnąłem gdzieś w okolicy dziewiątego roku życia i miałem już je za sobą, kiedy w podstawówce katowali mnie "Sierotką Marysią" czy innym "Łyskiem z pokładu Idy". Oczywiście żaden z nich raczej nie może robić za mistrza stylu, ale jest w ich tekstach wiele rzeczy, z których można się uczyć. No i na koniec, tak samo jak przy temacie dialogów, warto wspomnieć o grach fabularnych. Uczą przecież tworzenia ciekawych opisów, operowania emocjami słuchaczy.
MB: Czy udzielasz się w życiu Fandomu? Bywasz na konwentach itp?
KP: W miarę możliwości. Często można mnie na nich spotkać, staram się co roku być na Krakonie i Polconie, a byłem też na Conqueście, Dracoolu i paru mniejszych. Dałem już kilka prelekcji (np. na ostatnim Krakonie, zwało się toto bodaj "Medycyna i technika w dawnej cywilizacji islamu"). Mam nadzieję, że za publikacją mojego cyklu pójdą jakieś spotkania autorskie i inne takie. Ze mnie po prostu jest pies na darmowe akredytacje. Krótko mówiąc - lubię konwenty i konwentowe życie. Szczególnie, jak się trafia okazja chlapnąć z kimś coś na boku (no patrz, tylko dwa lata na archeologii, a zdążyłem się rozpić).
MB: Sugerujesz że to archeologia? No, nie będziesz w takim razie pierwszy w Fandomie. A poza tym co robisz w życiu, na codzień?
KP: Studiuję zaocznie, piszę, gram koncerty, pracuję dorywczo to tu, to tam. Ostatnie cztery miesiące, na przykład, bawiłem się w dziennikarza komputerowego w magazynie CHIP. Ci którzy czytają, wiedzą, że puściłem tam parę większych i mniejszych tekstów. Tyle, że pożerało mi to koszmarne ilości czasu, a termin oddania drugiego tomu naglił, więc zrezygnowałem. Obecnie tylko piszę, ale wiadomo, że to mały zarobek, więc pewnie, kiedy wyprowadzę sprawę terminów na prostą, będę się musiał znów gdzieś zaczepić, żeby opłacić studia. No chyba, że powieść sprzeda się lepiej niż zakładam. Nie ukrywam, że chętnie zostałbym zawodowym pisarzem, ale wiem, że w Polsce, na dodatek przy pierwszych książkach, jest to prawie niemożliwe.
MB: Czy grywasz w RPG? Jeśli tak, to w jakie, od kiedy itp?
KP: Ha! Pewnie, że grywam. Od kiedy? Jakoś tak od zawsze... No, może trochę krócej. A na serio, to zaczęło się od kserówki AD&D, która wpadła w moje ręce gdzieś w środkowej podstawówce. Potem były nieśmiertelne Kryształy Czasu, potem Warhammer, potem Zew Cthulhu, w międzyczasie gry autorskie, następnie Gasnące Słońca, teraz trzecia edycja D&D, a niedługo pewnie i druga edycja "młotka". Ponieważ zawsze starałem się popularyzować RPG, przewinęło się przez moje ręce ładnych kilka drużyn. Z wieloma spośród tych ludzi nie mam już kontaktu, ale mam nadzieję, że mają po moim "mistrzowaniu" dobre wspomnienia. No i że jeszcze grają. Hej, jesteście tam? Czyta to może który? Jeśli tak, to pozdrawiam!
MB: Wielu doświadczonych stażem pisarzy daje tzw. "dobre rady" dla debiutantów. Ja natomiast mam okazję zapytać samego debiutanta - co było dla Ciebie największym problemem podczas pisania? Na czym powinni skupić się początkujący pisarze? Czego unikać? Jak sądzisz?
KP: Największy problem, to przemóc się i niezależnie od nastroju, chcenia i niechcenia odwalić dziennie z góry jakąś określoną działkę tekstu. Tutaj mogą się odezwać głosy, że nie zawsze ma się natchnienie i pomysły. Otóż natchnienie, moi drodzy, to mit. Na natchnienie będziecie
sobie mogli pozwolić gdzieś między Nike a Noblem, czyli najpewniej nigdy. Pomysły zaś nie są od wpadania do głowy samoistnie. Jak sama nazwa mówi, trzeba trochę pomyślunku, żeby mieć dobry pomysł (najlepiej z kubkiem kawy przy klawiaturze, choć mnie świetnie wychodzi też w środkach komunikacji miejskiej). Gdyby wpadały same, zwałyby się pewnie
"wpadmysły", czy coś takiego. Jeśli więc mamy pustą głowę, to zamiast rozkładać ręce, trzeba siąść i coś wymyślić. Prawda jest, bowiem okrutna: bez ćwiczeń nie ma progresji. Nawet, jeśli "wymuszony" tekst będzie się nadawał do śmieci, to z kamienną twarzą go wyrzucamy, ale co się naćwiczyliśmy przy nim, to nasze. Ktoś, kto nie poświęca pisaniu przynajmniej godziny dziennie, nie może poważnie myśleć o publikowaniu czegokolwiek. No chyba, że ma talent, którego mogę mu tylko pozazdrościć.
Od samego pisania ważniejsze jest tylko czytanie - i to z kilku przyczyn. Przede wszystkim pozwala walidować swoją twórczość przez porównanie z profesjonalistami. Wielu ludzi tego nie potrafi, ja też czasem mam z tym problem. Jeśli jednak naczytaliśmy się naprawdę dużo,
naprawdę dobrej prozy, to będziemy wiedzieć co jest złego w naszej. Oczywiście istnieją ludzie upośledzeni od urodzenia, którzy nie poznają dobrej prozy, nawet jeśli kopnie ich w tyłek, ale o takich ekstremach nie mówimy. Zdecydowana większość od czytania wyrabia sobie elementarny, literacki gust, który pozwala się w miarę obiektywnie ocenić. Drugi argument za czytaniem: jeśli nie znasz przynajmniej ogólnie rynku fantastyki, nigdy nie będziesz wiedział kto i co już napisał. Może się okazać, że twój świetny tekst pójdzie w jakimś piśmie do kosza, bo ktoś trzy miesiące wcześniej opublikował coś podobnego. Co gorsza, możesz zostać oskarżony o plagiat i inne brzydkie rzeczy. To wbrew pozorom nie fantastyka. Widziałem już biednych, nieoczytanych ludzi, którzy na nowo wymyślili fabułę, która dawno temu została już wymyślona. Często poświęcają dużo sił nie wiedząc, że na publikację mają małe szanse. Trzeci powód, dla którego warto dużo czytać, to pomysły, patenty, styl. O ile nie polecam kraść innym pisarzom postaci oraz ulubionych motywów, o tyle jak najbardziej warto przeanalizować sobie to, jak tworzą dialogi, opisy, jak prowadzą akcję. No i oczywiście zacząć te patenty stosować.
Co poza tym? Cierpliwość, pokora, duża doza samokrytyki. No i sprawdzanie tekstu po dziesięć razy, najlepiej w dłuuugich odstępach czasu. Widzi się wtedy rzeczy, które z początku nam umykają. Największy błąd, jaki można zrobić, to w podnieceniu posłać komuś tekst zaraz po tym, jak go ukończyliśmy. Dajcie swoim wypocinom, choć miesiąc na odstanie się, nim znów do nich zajrzycie.
Widzę, że rozpisałem się jak diabli. Na razie więc kończę - nie będę robił konkurencji Kresowi. Tym bardziej, że o pisaniu naprawdę lepiej rozmawiać z kimś, kto ma już na koncie przynajmniej kilka pozycji. Szerzej będę mógł się odpowiedzieć, kiedy będę miał już kilka wydanych tytułów..
MB: Na koniec chciałbym, żebyś powiedział coś o swoich pisarskich planach na przyszłość.
KP: Przede wszystkim drugi oraz trzeci tom Opowieści Piasków. To epicka historia, nad którą spędzę jeszcze sporo czasu. W międzyczasie dopisuję kolejne opowiadania do "cyklu miejskiego" (na razie jedno z nich poszło w wydaniu specjalnym NF, dwa w MF). Już niedługo może być ich wystarczająco na zbiór i wtedy pomyślę o jego wydaniu. A co po Opowieści Piasków? Mam z dwadzieścia, czy trzydzieści szkiców, z czego dziesięć wygląda obiecująco. W pierwszym rzucie zajmę się chyba alternatywno-steampunkową historią z czasów napoleońskich. Mogę o niej powiedzieć tylko tyle, że główny bohater będzie Polakiem, a fabuła przedstawi odrobinę korzystniejszą dla nas wersję historii.
Nie zamierzam też porzucać pisania tekstów związanych z grami RPG, choć nie ukrywam, że zeszły na dalszy plan. Jeśli Opowieść Piasków odniesie sukces, myślę poważnie o napisaniu settingu d20 na jej podstawie, tak żeby gracze mogli pohasać sobie po Ocalonej Krainie i Ziemiach Środka mniej więcej trzydzieści lat po wydarzeniach wieńczących trylogię. To byłby pierwszy taki przypadek w Polsce i chyba jeden z pierwszych na świecie, kiedy autor powieści osobiście adaptuje jej świat do potrzeb RPG.
Poza tym od dawna planuję wkroczyć na bagnisty ugór tzw. głównego nurtu. No może z tym "głównym nurtem" przesadziłem, ale piszę też rzeczy bardzo mało fantastyczne. Mam już jedną powieść i szukam dla niej wydawcy, ale więcej nie będę mówił. Jeśli nikt nie opublikuje, znaczy to, że była po prostu kiepska i trzeba na nią spuścić kurtynę milczenia.
MB: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów!
KP: Ja również dziękuję.
Redakcja: Ksch
|